Biegowy weekend

SundayRun1

Weekend rozpoczęty. Za oknem gorąco, rozsądek podpowiada aby w taką pogodę wyluzować trochę z treningiem. Ja nie chce luzować, więc biegam wcześnie rano lub wieczorem. Jednak plan na jutro to ok. 35 km (mapka powyżej) popołudniowego wybiegania po lesie. Biegnę z Dominiekiem (autorem trasy), to ma być nasz trening pod Świder Maraton (jutro zahaczymy o jego trasę) i Chudego Wawrzyńca. Cieszę się na to wybieganie, bo dystans, bez napinania się na tempo biegu, to jest to co lubię i to co mnie odpręża. Dziś pewnie pojadę jeszcze i kupię skarpety kompresyjne. Z jednej strony nie czuję potrzeby tego typu sprzętu, ale na Wawrzyńca mogą się przydać.

Advertisements

Paliwo

photo 3

Tydzień temu zrobiłem 2 h wybieganie, wyszło tego ponad 23 km, czyli raczej bez szału. Większość trasy tych moich weekendowych wybiegań prowadzi przez las. Piękna okolica, ale zimą podłoże jest niezwykle wymagające – wszędzie śnieg, a jak nie śnieg to lód. Bardzo cięzko się po tym biegnie – trzeba cały czas walczyć o utrzymanie pionu, a jednocześnie napierać do przodu. Po powrocie z tego treningu stało się coś dziwnego – czułem się gorzej niż po maratonie. Dopadła mnie wszechogarniająca słabość. Od razu wpakowałem się do łóżka i spałem 2h. Po przebudzeniu zadałem sobie pytanie o co chodzi z tym zmęczeniem? Wiem, że dopiero teraz nabieram formy, że od dwóch miesięcy robie przede wszystkim siłę biegową (niestety na szybkość pogoda nie pozwala), ale żeby od razu “tak umierać” po biegu? Chyba lekka przesada. Nic mądrego nie wymyśliłem, za to przypomniałem sobie, że istnieje coś takiego jak żele energetyczne i batony. Nie sięgałem po te specyfiki od wrześniowego Maratonu Warszawskiego, po prostu nie było potrzeby, nie trenowałem aż tak ciężko aby sięgać po tego typu “dopalacze”.

Ale dziś rano, mając cały czas w pamięci ubiegłotygodniową męczarnie, na moje dłuższe wybieganie uzbroiłem się w Cliff Bar’a i żel SIS. Dwa bardzo fajne wegańskie wspomagacze biegaczy. Na trasie skorzystałem tylko z batona ( przede wszystkim dlatego, że ma super smak), który pomógł mi w drugiej części treningu. Z żelu nie skorzystałem, bo nie czułem potrzeby.

Moja rada – czasem dobrze zabrać ze sobą na trenig jakieś koło ratunkowe. Nie trzeba z niego korzystać, wystarczy sama świadomość, że mamy w kieszenie coś co jest w stanie pobudzić nasze pokłady energii, która gdzieś tam jeszcze zalega.

– Żele SIS (ang. Science in Sport) można dostać w każdym lepszym sklepie dla biegaczy. Ja swoje kupuje w Ergo .

– Produkty Cliff Bar są niestety niedostępne w Polsce. Sprowadzam je z UK. Czekam na polskiego importera.