Long live Rysiek!

Rysiek WawerRówno 3 lata temu do naszego wprowadziliśmy się na Wawer. Tego samego dnia przywiozłem do nas Ryśka. Był przestraszony, cały zestresowany, nie chciał wejść do domu.Tej nocy mimo śniegu spał na zewnątrz.

Zdjęcie po prawej stronie zrobiliśmy wczoraj. Spójrzcie jaka zmiana (nie licząc oczywiście pogody)! Rysiek jest zdrowy (mimo że cały czas w jego ciele tkwią pociski ze śrutówki), pewny siebie i mam nadzieję, że szczęśliwy.

Advertisements

Biegać, trenować

rzym lotnisko polsat

Miałem 6 dniową przerwę w treningach. Kolejny wyjazd do Rzymu (tym razem służbowy) po prostu nie pozwolił na bieganie. Od wczoraj znów biegam, rozciągam się i rolluje. Za niecałe 2 miesiące startuję w Sudeckiej Setce – już samo myślenie o dystansie motywuje do ciężkich treningów. W Rzymie rozmawiałem z Piotrem Kuryło, który powiedział, że Sudety są ciężkie do biegania. Trochę mnie to przestraszyło, dlatego po wczorajszym dość lekkim wybieganiu, pojechałem dziś do Falenicy aby poszaleć na tamtejszych górkach. Ostatni raz gdy tam byłem, biegłem dwie edycje Falenickich Biegów Górskich, dlatego znam to miejsce dość dobrze. Powtórzę się, ale naprawdę jeśli chodzi o Warszawę, jest to najlepsze miejsce do biegania crossów i górek.

falenica sciezka biegowa wydma

wawer sciezka biegowa bieganie falenicaZrobiłem dość szybkie, 4 pętle po 3,6 km + dobieg z i do samochodu. Biegło się świetnie, choć oczywiście bylem zmęczony. Od zimy jeszcze lepiej oznakowano trasę. Prócz tabliczek, namalowano strzałki na drzewach – więc nie idzie się zgubić ;) O dziwo nie spotkałem ani jednego biegacza!

vegan pizzaJako że myślami wracam jeszcze do Włoch, po treningu zjadłem posiłek regeneracyjny, czyli lekko przypaloną, home-made vegan pizza (z serem wegańskim). Smakowało.

Italian vegan

A w samym Rzymie weganie jedzą tak. Jak dla mnie to właśnie takie jedzenie, a nie pizza czy makaron, stanowią esencję włoskiego żarcia.

Zostając przy pożywieniu – odkryłem, że jest wreszcie w dostępne w Polsce białko ( + inne sportowe odżywki) z konopi. Wszystko dzięki Good Hemp Polska . Produkty oczywiście 100% wegan. To nie jest reklama (osobiście stosuję hemp z innej firmy), ale to znak, że wreszcie coś się w tej sprawie rusza nad Wisłą. Od kilku lat na śniadanie piję shake’a z konopi + owoców. Rewelacyjne źródło białka, aminokwasów i innych potrzebnych bajerów.Ja sprowadzam odżywki z UK, ale kto wie, może skuszę się na Good Hemp, szczególnie, że cenowo wygląda to dość dobrze.

Niedzielne wybieganie

20130303-193247.jpgOd kilku dni czuje się wiosnę w powietrzu (głownie dzięki temu,że wszyscy o tym mówią i wyczekują). Z tego powodu nie mogłem doczekać się niedzielnego, leśnego wybiegania. Miałem nadzieję na słońce, odrobinę zieleni, brak śniegu, i tego typu marcowe atrakcje.

Niestety, przez większość trasy brnąłem w mieszance błota, topniejącego śniegu i wielkich kałużach. Słońca prawie nie było, był za to mega wiatr, który częściej utrudniał niż pomagał w treningu.

Trening umilał mi za to audiobook “Człowiek Nietoperz” Jo Nesbo. Jedyna rzecz tego norweskiego pisarza (z polskich tłumaczeń), której dotąd nie czytałem. Na audiobooku wyszła w samą porę. Czuć, że to jego debiut, powieść niezbyt rozbudowana ( i dobrze, “książka” na bieganie nie może być skomplikowana:). Rzecz dzieje się w “mojej” Australii. Postacie chodzą ulicami, które znam, dzięki temu słucha się tego jeszcze lepiej. Rzeczą, której nie znałem są legendy aborygeńskie, dość mocno tu eksponowane przez Nesbo. I dobrze, bo mimo kilku lat spędzonych na antypodach o aborygenach nie wiem zbyt wiele.

A sam trening był ciężki. Bieganie po lesie (gdyby były większe wzniesienia, nazwałbym to śmiało trail’em) męczy bardziej niż asfalt. Utrzymanie tempa jest sporym wyzwaniem, dodatkowo trzeba być non-stop skoncentrowanym na tym gdzie się stawia stopę.

W planie miałem 130 minut biegu. Zrobiłem 132 minuty. Wyszło z tego ponad 24 km. HR nie znam, bo znów ześlizgnął mi się pasek z czujnikiem tętna.

W grupie raźniej

Wczoraj na treningu Polsat Biega robiliśmy, niezłe, „walentynkowe” bieganie. Trener powiedział, że zajęciach będziemy go albo kochać, albo nienawidzieć. Miał rację. Biegaliśmy na stadionie Agrykoli – a zadaniem na czwartkowy wieczór była piramida interwałowa (tempo szybkie) —>start 1000 m – wolno 3 min – 800 m – wolno 2 min – 400 m – wolno 1 min – 400 m – wolno 1 min – 800 m – wolno 2 min – 1000 m – schłodzenie. I rzeczywiście, gdzieś w środku treningu szczerze „nienawidziłem” trenera. Biegało się trudno (mimo że na bieżni, połowa stadiony była przykryta śniegiem), szybko, na bezdechu – czyli to czego szczerze „nienawidzę” i zarazem wszystko to co powoduje, że biegam lepiej i szybciej. Bo prawda jest taka, że można sobie biegać wolno, zwiększać kilometrarz itp, ale prawdziwe postępy robi się akcentami, czyli tempo run’em, interwałami czy biegami z narastającym tempem, itp. Jestem świeżynką, a nie żadnym trenerem, ale moje blisko 3 letnie doświadczenie biegacza podpowiada mi, że właśnie tak jest.

Druga refleksja jaka ze mną chodzi od kilku treningów jest taka, że polubiłem biegać w grupie. To nowość, bo kiedyś zdecydowanie interesowały mnie treningi indywidualne. Słuchawki w uszy i jazda do przodu. Teraz gdy słuchanie muzyki w czasie biegania lekko mnie irytuje, a nie mam na razie fajnych audiobook’ów do słuchania, po prostu nauczyłem odczuwać radość kiedy ktoś biegnie obok mnie. Taki nowy rodzaj biegowej podniety. Docieniłem to niedawno, podczas wizyty Sołci w Warszawie. Udało nam się zrobić dwa bardzo fajne treningi. Raz biegaliśmy w Łazienkach Królewskich (biegaliśmy z Dominikiem), drugi na Wawrze. Po każdym treningu sesja „yoga for runners” (ale to temat na kolejny wpis).

solcia wawer solcia dominik

Jutro przed pracą muszę zrobić 2h wybiegania, niedziela to recovery run. Półmaraton w Wiązownej już 24 lutego.

Zima nie odpuszcza

ObrazekWychodząc rano do pracy nie przpuszczałem, że kiedy będę wracał do domu po pracy i treningu, zastanę taki widok. Trochę to przybijające, bo wydaje mi się, że takiego śniegu to u nas jeszcze tej zimy nie było. Nie wiem jak i gdzie zrobie jutrzejsze interwały. Ja wiem, że zima jest po to aby robić/budować siłę biegową (dlatego pewnie wczoraj na treningu znów przez ponad godzinę biegaliśmy pod Agrykolę), ale tęsknię za szybkością (za kilka tygodni przyjdzie mi pewnie przeklinać to zdanie) – pewnie dlatego, że czuję jej brak.