come back

Dawno tu nie zaglądałem. Na pisanie nie mam siły, dlatego wrzucam zdjęcia, które przybliżą Wam najważniejsze i najfajniejsze sytuacje, które przydażyły mi się od ostatniego wpisu.  Niestety, nie było za dużo biegania.

Zapraszam niedługo ponownie, będę miał dla Was dużego newsa.

 

Advertisements

Na roztrenowaniu

Dziś będzie mało o bieganiu, bo cały czas jestem w ostrym roztrenowaniu. Ale tym razem robię to z głową. Staram powalczyć z siłą i “core stability” (czyli silne i wytrzymałe mięśnie, dla mnie sczególne ważne te od pasa w górę), która bardzo pomaga przetrwać maratony i biegi ultra, a na metę wbiega się wyprostowanym:)

Cross fit MGW Warszawa

Siłę próbuję zbudować na zajęciach crossfitu. Wiem, że to nie brzmi zbyt dobrze, bo nie jestem i nigdy nie byłem fanem “kultury cross fitu”. Chodzi mi o robienie wspólnych zdjęć po każdym ćwiczeniu, hasła motywacyjne, przybijanie piątki itp. W bieganiu takie rzeczy oczywiście też funkcjonują, ale jest tego znacznie mniej. Pozatym bieganie to sport raczej indywidualny, kiedy w cross fit’cie społeczność i ćwiczenia w grupie to esencja.

Ale wybrałem chyba optymalne miejsce dla mnie. To miejsce gdzie można spotkać fajnych ludzi, którzy traktują zajęcia bez niepotrzebnej napinki, a po treningu można zawsze kupić jakieś wegańskie jedzenie, albo batony Cliff czy nasze ZmianyZmiany.

A po ćwiczeniach ważna jest regeneracja i jedzenie :) Wczoraj po raz pierwszy raz w życiu miałem okazję zamówić w Warszawie wegańską pizze z dowozem do domu. Factory Night Pizza z Pragi wprowadziła niedawno do swojego menu Vegan Pizze. Ser + sejtan lub pepperoni. Oczywiście wegańskie. Zero warzyw, zero tofu:). Na zdjęciu widać, że jest dobrze! Stosunek ceny do produktu też zadawalający.

pizza wegańska

pizza wegańska

Teraz zmiana tematu :) Większość moich znajomych wie, że kiedyś mieszkałem w Australii. Moim głównym zadaniem na Antypodach były studia podyplomowe oraz prace dorywcze, które pomagały mi się tam utrzymać. Mało kto wie, że “po godzinach” wydzierałem się w zespole punkowym The Collapse. Zagraliśmy wiele koncertów i jedną trasę po całej Australii kiedy miałem już wyjeżdżać z kraju. Po moim wyjeździe zespół się rozpadł. Nagraliśmy kilka Ep’ek, i split EP. Graliśmy szybko … nasze koncerty nie trwały dłużej niż 20 minut :) Piszę o tym, bo znalazłem na youtube naszą EP. Jakbym dobrze poszukał to mam gdzieś w domu winylową płytę z tym materiałem.

Pytacie o Leo, psa, którego ponad miesiąc temu znalazłem u siebie pod bramą. Myślałem, że trochę go podleczę (od pierwszego cierpiał na okropny kaszel), podtuczę (był naprawdę strasznie, strasznie wychudzony), umyję i poszukam dla niego jakiegoś domu. Nie za bardzo miałem ochotę na dwa psy w domu. Niestety 2 tyg. kuracji antybiotykiem nie pomogły. Pewnego dnia pies strasznie osłabł, zaczęły się duszności. W środku nocy wylądowałem z nim na weterynarskim ostrym dyżurze. Po badaniach typu echo serca, ekg, wet wydał diagnozę – ciężka choroba serca, ludzi w takim stanie wpisywani są na listę do przeszczepu … u psów stosuje się leki, które wyprowadzają na prostą, a potem … no właśnie, to dopiero przed nami. Prawda jest taka, że Leo już nigdzie nie oddaje. Będzie się “męczył” ze mną. Do końca.

Leo

Leo pod tlenem

A w przyszłym tygodniu zaczynam urlop i będę biegać w zupełnie innej strefie czasowej :) Ale wcale nie będzie cieplej.

Wracam do gry

Wróciłem wreszcie do treningów po Sudeckiej Setce. Wiem, że od startu w Boguszowie-Gorcach minęly już ponad 3 tygodnie i że powiniennem zacząć biegać już znacznie wcześniej. Ale po prostu nie chciało mi się. Zamiast biegania, robiłem “pompki”, “brzuszki” i ćwiczenia na “core stability”. Dobrą stroną roztrenowania było to, że na pierwszym treningu po prostu chciało mi się biec. Robiłem to z radością, nie było traumy 100 km, rozpamiętywania tamtego bólu i zmęczenia.

zmeczenie sudecka setka ultramaraton

A, jak widać na załączonym obrazku, byłem trochę zmęczony. To zdjęcie (a właściwie screen shot z nagrania kamerą GoPro) zrobił Domink na punkcie żywieniowym 72 km. To był ciężki moment zawodów. Wiedzieliśmy, że się nie wycofujemy, ale bardzo długo zbieraliśmy się w dalszą drogę. Właśnie z myślą o takich momentach na trasę biegu zabrałem ipoda, z którym na treningach właściwie się nie rozstaje. Chciałem żeby muzyka dała mi kopa na ostatnich kilkunastu kolometrach biegu. O dziwo nie skorzystałem z tego. I nie chodzi tu absolutnie o to, że nie chciałem psuć sobie doznań obcowania z przyrodą, czy coś w tym stylu. Po prostu mimo ogólnego zmęczenia i rozdrażnienie, po prostu totalnie nie miałem ochoty na słuchanie muzyki.

Ale w “wigilię” Sudeckiej Setki puściłem zobie najnowszy kawałek Madball’a, który o dziwo bardzo pasowal do tego co miało mnie czekać na sudeckich szlakach i który siedział mi w głowie w trakcie zawodów (nie, nie nuciłem sobie w czasie biegu:)).

W ogóle to w moim przypadku dobór muzyki ma duży wpływ na ostatnie kilometry wszelkich zawodów. Szczególnie maratonów. Mam nawet listę ulubionych kawałków, które ustawiam sobie na metę zawodów.
Iron To Gold – The Power of One
Ignite – Slow Down
Victims – This is the End

Na koniec wklejam linka do mojego nowego wpisu na Fpiec.pl

RR & JJ

Rich Roll, wegański triathlonista i ultramaratończyk jakiś czas temu zajął się nagrywaniem podcastów (niedługo wydawnictwo Galaktyka wydaje polskie tłumaczenie jego znakomitej książki Finding Ultra. Nie wolno przegapić!). Tematyka oczywiście sportowo-żywieniowa i  w sumie to nie przykładałem do tych produkcji większej uwagi. Najczęściej kończyło się tylko na przeczytaniu skrótów programu. Jednak ostatni podcast Rich’a wyjątkowo przypadł mi do gustu. Wszystko za sprawą obszernego wywiadu/rozmowy z Johnem Josephem, frontmanem legendarnego Cro-Mags, weganinem i triathlonistą. Dla niektórych, rzeczy jakie JJ wygaduje w tym wywiadzie mogą okazać się lekko kontrowersyjne. Ale powiedzmy szczerze, gość z niejednego pieca jadł chleb (m.in. więzienie, US Navy i Hare Krishna), więc ma prawo mówić to co mówi. A mówi dużo. Bardzo dużo :)

John Joseph to jeden z wielu przykładów kiedy kultura hardcore/punk/straight edge przeplata się ze kulturą sportu. Dla mnie jest to mega ważny aspekt mojej aktywności i całego podejścia do weganizmu i sportu. Widzę tu wielki wspólny mianownik.

Wracając do JJ – kilka lat temu jeden z nowojorskich treningów John’a sfilmował i zmontował Patryk z Polygraph Productions. JJ daje kilka cennych porad treningowych i pokazuje jak z Nowego Jorku robi sobie siłownię ;)

Polecam jeszcze dwie książki napisane przez JJ – “Meat is for Pussies” oraz “The Evolution of a Cro-Magnom”. Dla większości z Was ten facet to chodząca kontrowersja, ale wierzcie mi, JJ po prostu wie o czym pisze. 

Teraz powrót na ziemię – dziś wieczorem czeka mnie dość ciężki trening – seria podbiegów, a potem interwały. Pewnie zrobię to na Agrykoli. To ostatni dzwonek aby coś dodać/poprawić przed Chudym Wawrzyńcem. Wyjeżdżam już za lekko ponad tydzień. Strasznie się cieszę na ten wyjazd. Będzie “orka” ale będą też wakacje!

PS. Zauważyłem właśnie, że Galaktyka już niedługo wydaje książkę “14 minut (…)” Alberto Salazar’a – maratończyka, a dziś trenera Mo Farah’a i Galena Rupp’a. Super, bo tego jeszcze nie czytałem.