Szczawnica i cała reszta

Pod koniec kwietnia biegłem “Niepokornego Mnicha”, czyli najdłuższy dystans Biegów w Szczawnicy. Było jak zawsze – po zapisaniu się na zawody czułem typową ekscytację i sporą dawkę motywacji, na 2 tygodnie przed ślubem wybrałem się nawet do Szczawnicy na “zwiad trasy” i chwilę samotnej refleksji nad życiem. Było świetnie, potem polecieliśmy na blisko miesiąc do Australii i tam plan treningowy zupełnie mi siad. Oczywiście coś tam trenowałem, ale powiedzmy sobie szczerze – słabe to było. Tak naprawdę dopiero w połowie lutego zacząłem poważniejsze przygotowania do “Mnicha”, wybiegania sporo ćwiczeń siłowych na nogi mobility i brzuch. Wszystko w domu przed telewizorem, na macie do jogi.

przepak przelecz gromadzka niepokorny mnich

Przepak na Przełęczy Gromadzkiej

Mimo że teoretycznie był to najtrudniejszy ultramaraton w jakim dotychczas startowałem, o dziwo biegło się super. Nie miałem większych kryzysów. Przy pierwszym podbiegu do Schroniska na Przechybia (to biegliśmy jeszcze po ciemku), zacząłem odczuwać ból kolana i stopy. Trochę spanikowałem, ale wyłączyłem myślenie i o bólu przypomniałem sobie dopiero na mecie. Poza tym, oczywiście, odczuwałem duże zmęczenie miałem jednak w głowie słowa organizatorów z odprawy przed zawodami – nie poddawajcie się na przepaku na 44 km (podobno najwięcej biegaczy wysypuje się właśnie na Przełęczy Gromadzkiej, gdzie zlokalizowany jest punkt kontrolny i jedyny przepak na trasie), bo potem, tam na Słowackiej stronie jest trochę lżej. I rzeczywiście, u naszych południowych sąsiadów górki były jakby mniejsze, a widoki (na Tatry) znacznie fajniejsze.

profil trasy niepokorny mnich

trasa Niepokornego Mnicha do kieszeni

Na “Mnichu” przewyższenia były naprawdę spore, w sumie blisko + –4400m, przebiegłem bo po prostu zafiksowałem się, skupiłem i można powiedzieć, że większość wyścigu biegłem bardziej głową niż nogami. Nie powiem, podejścia nie szły mi zbyt dobrze. Nadrabiałem na zbiegach i płaskim. Nowością (i tym co mnie przerażało najbardziej przed biegiem), był fakt, że biegłem solo. Na kilka tygodni przed startem, Dominik czyli mój “partner in crime” złapał kontuzję po Zimowym Ultramaratonie Karkonoskim (właściwie wychodzi z tego do dziś). Taki bieg wymagał zupełnie innego nastawienia w głowie, niż w czasie wcześniejszych ultra. Na szczęście byłem w stanie tego dokonać. Jakimś sposobem na to był bieg z muzyką, coś czego na ultra nigdy dotąd nie próbowałem. W Pieninach sprawdziło się i pomogło wytrzymać godziny na trasie.

niepokorny mnich trasa garmin

zrzut trasy z Garmin Connect

Moim celem na Szczawnicę było zmieścić się w limicie czasu (17h). Na mecie miałem ponad 30 min zapasu. Garmin pokazał ponad 100 km. Nie czułem się jakoś na maksa wyczerpany, bez problemu, choć z pomocą Ewy, doczłapałem do hotelu.

Processed with VSCO with g3 preset

na mecie Mnicha

A już 17 sierpnia startuję w Kaszubskiej Poniewierce. To dla mnie trochę powrót do źródeł, do czasów młodości. Start w Wieżycy i meta w Sopocie. 100 km przez Kaszubskie pojezierze i lasy. Coś pięknego, bo to tereny które znam od dziecka. Spędziłem tam wiele czasu z rodzicami, a potem z harcerzami – przez co czuję, że wracam do siebie.

12552455_513789148793407_1679828893_n

strasznie mi się podoba logo Kaszubskiej

Kaszubska Poniewierka wygląda na dość kameralną imprezę, organizowaną przez przyjaciół-zapaleńców. Już nie mogę doczekać się startu, szczególnie, że liczę na doping i wsparcie najbliższych. Przecież to prawie jak powrót do domu!

W sierpniu wybieramy się na urlop. Szczerzę mówiąc bez konkretnych planów na wyjazd. Jak co roku przylatuje do nas Ash z Australii i w sumie jest taki pomysł, żeby pojechać do Białowieży (póki jej minister Szkodnik nie wytnie) i nad morze .. pokazać chłopakowi północnej Polski, bo na razie zwiedzaliśmy razem południe, centrum i zagranicę.

Advertisements

Grudzień 2015

Oj sporo się ostatnio działo w moim życiu. Samo dobro, można napisać. Ale po kolei.

Zostałem wylosowany (razem z Dominikiem) na “Niepokornego Mnicha”, który wystartuje kwietniu 2016 roku. 96 km po Pieninach (polskich i słowackich), + 4000/4000 m przewyższeń i 17h limitu. Wszystko w ramach Biegów w Szczawnicy. Zapowiada się moje największe wyzwanie biegowe. Z tej okazji stwierdziłem, że z tej okazji zrobię coś czego nigdy, w mojej biegowej karierze, wcześniej nie robiłem. Pojechałem potrenować w góry. Co więcej, to był wyjazd solo. Wiedziałem, że czekają mnie nowe wyzwania, dlatego chwila samotności, dystansu do wszystkiego + kontakt z naturą, po prostu miała mi dobrze zrobić. I zrobiła.

Pojechałem do Szczawnicy, skąd startuje i “metuje” Niepokorny Mnich. Zrobiłem dwa treningi – najpierw sprawdziłem pierwszy podbieg wyścigu do schroniska na Przechybę,

szczawnica przehyba bieganie garmin

Na Przehybę

drugi na Słowacji ze słynnym już ostatnim odcinkiem wyścigu, zwanym “próbą charakteru”.

szczawnica pieniny slowacja bieganie garmin

Na Przehybę

Z dwóch treningów wyszło blisko 50km. Było super – zimno, górsko, trochę śnieżnie i samotnie.

pieniny zachod slonca bieganie

Pieniny

Przehyba bieganie

Widok ze schroniska na Przehybie, widać Tatry

pieniny slowackie tatry bieganie

widok na Tatry

W Szczawnicy, Pieninach, byłem pierwszy raz. Bardzo ładne, prawie wyludnione o tej porze roku, uzdrowisko. W lato musi być tam niezły tłok. Tras do biegania bez liku, szlaki w miarę dobrze oznaczone, zasięgu GSM raczej pod dostatkiem. Do planowania tras i orientacji, używałem świetnej strony  mapa-turystyczna.pl  Polecam wszystkim. Szkoda, że ich apka dostępna jest tylko na Android’a.

Jeśli chodzi o sprzęt, to również i w tej materii pojawiły się nowości. Wypad w Pieniny był świetnym pretekstem do przetestowania nowych gadżetów biegowych. Zamiast Cascadii Brooks’ów, zabrałem ze sobą Inov8  Roclite 280. Cascadie nie wytrzymały trudów Łemkowyny. Na oby butach (Cascadia 10), w tym samym miejscu, pojawiły się wielkie dziury, przetarcia. Na szczęście producent uznał moją gwarancję. Na góry zakupiłem Roclite 280 (rewelacja – bałem się ich minimalizmu, odchudzeni i wszystkiego innego z czego znany jest Inov8, ale strachy na lachy – to wszystko są zalety tego buta!), a w ramach gwarancji Brooks’a, Cascadie 10 wymieniłem na świetny Pure Cadence 4. Świetnie sprawdziła się również kurtka Kurtka Inov-8 Raceshell 220. Zrobiłem już w niej Łemkowynie, ale dopiero w Pieninach mogłem ją sprawdzić w zróżnicowanych warunkach pogodowych.

wodoodporne skarpety dexshell bieganie

Ale odkryciem roku i tak będą skarpety Dexshell. Wodoodporne, membranowe, skarpety do biegania. Świetnie sprawdzają się w terenie, pasują na stopę z butem terenowym. Normalnie odkrycie roku. Kiedy odpakowywałem przesyłkę i po raz pierwszy dotknąłem dexshell’i, byłem trochę zdziwiony tym co kupiłem. Na pierwszy rzut oka (i czucia) wydaje się, że są zrobione z pianki i , że nie zmieszczą się do buta. Ale to tylko odczucie, na stopie pasują naprawdę świetnie i w ogóle poprawiają totalnie komfort biegania po śniegu. W kontakcie z wodą, śniegim odczuwa się zimno, ale po chwili ono mija i zostaje sucha stopa. Nawet na drugi dzień, kiedy na suche skarpety zakładałem kompletnie mokre buty, nie było to żadnym problemem. Pamiętajcie tylko, aby do biegania kupić te najcieńsze (i najtańsze) skarpety. Tylko jeden, ten biegowy, model jest wegański. Resztę zrobiono z wełny, a to nam się nie podoba. Swoją drogą to te skarpety są świetnym rozwiązaniem dla “problemu” wegańskich zimowych butów. W tym sprzęcie to możecie nawet w szmacianych vansach zimą chodzić i będzie Wam sucho i ciepło.

Tu znajdziecie fajny test dexshell’a. 

Wypad w góry okazał się świetnym początkiem przygotowań do nowego sezonu biegowego i dobrym mentalnym restartem. Szczerzę pisząc, nie mam pojęcia jak będzie on wyglądał. Wiem, że na wiosnę nie pobiegnę (po raz pierwszy od kilku sezonów) maratonu ulicznego. Jeśli chodzi o szosę, to jak na razie planuję start w gdyńskim półmaratonie. Nie mogę/nie chcę przegapić premierowego półmaratonu w moim rodzinnym mieście.

A na koniec taka fotka, która niech wytłumaczy po co mi było to całe wyciszenie, skupienie i trochę samotności, itp ;). IMG_4417