Kaszubska Poniewierka

Mijają 2 tygodnie startu w Kaszubskiej Poniewierskie. Druga (choć oficjalnie pierwsza) edycja dość kameralnej imprezy biegowej organizowanej przez bardzo prężną ekipę z Trójmiasta- na starcie mniej niż setka zawodników (trasa 100km) i trochę więcej na trasie na 30km. Mój wybór trasy był oczywisty – stówka, kilometry które miały być dla mnie swego rodzaju podróżą w przeszłość – spod Wieżycy przez Kaszuby, aż do Trójmiasta. To miejsca, które lata temu przechodziłem i przejeździłem z rodziną i harcerzami. Same wspaniałe wspomnienia. Nawet do dziś w Rybakach, (okolice Wieżycy) mamy trochę ziemi i małe jeziorko.

piotr-dymus2

Start Poniewierki 3 rano, fot. Piotr Dymus

Sam wyścig podzielił mi się na dwa kompletnie różne etapy – do 71 km była Kaszubska, potem raczej Poniewierka. Start to nocna część biegu – po prostu pięknie. Mgła, kaszubskie podbiegi i zbiegi, krowy na pastwiskach, świetnie oznaczona trasa (szarfy, lamki na drzewach plus gęsto rozstawieni wolontariusze). Biegło mi się świetnie! Po wschodzie słońca cały czas pięknie. W czasie zawodów  z reguły nie zajmuję się podziwianie widoków, ale tu delektowałem się każdym kilometrem – łąki, wzgórza, jeziora i Radunia. Biegnąc wzdłuż rzeki czy jezior miełem ochotę wskoczyć do wody. Pogoda wprost się o to prosiła, było ciepło i raczej słonecznie. Na każdym z punktów kontrolnych czekali  na mnie bliscy (dodatkowe uroki zawodów w rodzinnych stronach)- Krzysiek i Arek, a od półmetka dojeżdża Mama, Ewa i Rycho. Na 71km jest i Ash, czyli moja tajna broń z Australii :) 71 km i punkt żywieniowy przy gdańskim Decathlonie to także początek mojego kryzysu. Ostatnie 30 km (niestety potem okazało się, że ponad 30) były dla mnie dość traumatycznym doznaniem po wzniesieniach Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Teraz już wiem, że pierwszą 70-tkę pociągnąłem trochę za szybko (zrobiłem je chyba w ok. 9h). Potem rozpoczął się najtrudniejszy etap – na punkcie 85 km mój Garmin pokazał mi 92 km. Niestety po drodze pogubiłem trasę. Zdarzyło mi się to pierwszy raz i nie ukrywam, że do teraz budzi to moją frustrację. Przecież jestem starym harcerzem i orientację w terenie mam doskonałą (i to nieważne czy w nocy czy za dnia). Na punkt odżywczy 85km dotarłem dopiero po konsultacji telefonicznej (!!!!!) z Ewą i organizatorami. Byłem bliski poddania się.

kaszubska-poniewierka-85km

chwila odpoczynku na punkcie 85km (dla mnie chyba 93)

Pocieszeniem była informacja od organizatorów, że jakieś wesołki poprzewieszały taśmy znaczące trasę i wiele osób pogubiło drogę. IMHO nie bez znaczenia było też, iż w dniu wyścigu odbywała się akcja sprzątania lasów – w czasie biegu mijałem grupy spacerowiczów z workami na śmieci. Domniemam, że część szarf wylądowała w tych workach. Dodam jeszcze, że wg informacji jakie dostałem od organizatorów na punkcie 85km, w gdańskich lasach pobito dwóch zawodników Kaszubskiej. Była też jakaś historia z pożarem drzewa, ale naprawdę nie chciałem zaśmiecać sobie głowy chorymi historiami. Za dużo tego w naszej nadwiślańskiej galaktyce. Ostatnie kilometry pokonałem z Ulką, która na bieg przyleciała ze Szwedzkiego Malmo. Kliknęliśmy, bo okazało się, że Ulka też mieszkała w Australii. Końcówka jest szalona, mamy już na liczniku dobre ponad 100km, biegnąc w lesie słyszymy metę, a każdy spotkany wolontariusz na pytanie ile jeszcze do finiszu odpowiada, że około 2km. W ten sposób zrobiliśmy chyba jeszcze 6km. Na metę wpadamy po 15h od startu. Teraz trochę żałuję, że nie podgoniliśmy na koniec, ale wtedy po prostu nie było już paliwa – ani w nogach ani już w głowie, a to “głową” pokonałem ostatnie 20 km wyściugu. Na mecie Garmin pokazał 108 kilometrów, 2096m przewyższeń w górę i 2252m w dół.

kaszubska-poniewierka-trasa-garmin-connect

trasa Kaszubskiej z Garmin Connect

Do jesiennego sezonu ultra przygotowywałem (i cały czas przygotowuję) się trochę inaczej niż kiedyś. Mniej biegam (4x w tyg w tym jedno wybieganie ok 25k) ale sporo czasu spędzam w Crossfit’owym boxie Deception. Dobry dobór WOD’ów + regularność dały efekt. I mimo że cały czas nie zrobię muscle up’ów, to w czasie Poniewierki nogi niosły jakby trochę lepiej (a przynajmniej trochę później wysiadły).

Kolejną nowością w przygotowaniach było skorzystanie z usług dietetyka. Od połowy lipca zostałem otoczony fachową opieką Damiana Parola, który zawodowo zajmuje się m.in. dietami sportowców wegan. Pod koniec zeszłego roku wziąłem udział w badaniach, które Damian prowadzi do swojej pracy doktorskiej (poświęconej oczywiście weganizmowi w sporcie). Od tamtego czasu mój organizm nie ma przed nim tajemnic. Nigdy wcześniej nikt tak dokladnie mnie nie przebadał. Testy wydolnościowe, pomiary, a przede wszystkim bardzo dokładna morfologia. Na tej podstawie ustawiliśmy mi dietę, dzięki temu schudłem 5 kg. Czuję się świetnie i mimo wszystko wydaje mi się, że cały czas coś jem i że są to jakieś mega ilości. Po prostu nie ma to jak zdrowe kalorie.

deception-crossfit-ultramaraton

Meta Poniewierki w Sopocie. Jestem biegaczem, nie crossfitt’terem, ale bardzo doceniam ten trenig

A za 3 tygodnie wracam na trasę Łemkowyny (Beskid Niski). Znów pobiegnę trasę 70 km. Nie mogę się doczekać, bo to świetna impreza na zakończenie sezonu.

Wspominając jeszcze odleglejsze historie – końcówkę wakacji spędziliśmy w Portugalii. Mimo że byłem tam już 5 raz, dopiero teraz oszalałem na punkcie tego miejsca. Wszystko pewnie dlatego, że ruszyliśmy w nowe miejsce do Lagos (południe Portugalii, rejon Algarve). Piękna przyroda, świetni ludzie, dobre jedzenie i kawa, dość tanio i największy plus czyli – jedyne miejsce w Europie, które swoimi plażami przypomina mi Australię. Większego komplementu być już nie może ;)praia-do-canavial-lagos-portugal-nudist-beachlagos-beach-praia-da-balanca-portugalpraia-do-canavial-lagos-portugal-beach-1

cabo-da-roca

 

Advertisements

Szczawnica i cała reszta

Pod koniec kwietnia biegłem “Niepokornego Mnicha”, czyli najdłuższy dystans Biegów w Szczawnicy. Było jak zawsze – po zapisaniu się na zawody czułem typową ekscytację i sporą dawkę motywacji, na 2 tygodnie przed ślubem wybrałem się nawet do Szczawnicy na “zwiad trasy” i chwilę samotnej refleksji nad życiem. Było świetnie, potem polecieliśmy na blisko miesiąc do Australii i tam plan treningowy zupełnie mi siad. Oczywiście coś tam trenowałem, ale powiedzmy sobie szczerze – słabe to było. Tak naprawdę dopiero w połowie lutego zacząłem poważniejsze przygotowania do “Mnicha”, wybiegania sporo ćwiczeń siłowych na nogi mobility i brzuch. Wszystko w domu przed telewizorem, na macie do jogi.

przepak przelecz gromadzka niepokorny mnich

Przepak na Przełęczy Gromadzkiej

Mimo że teoretycznie był to najtrudniejszy ultramaraton w jakim dotychczas startowałem, o dziwo biegło się super. Nie miałem większych kryzysów. Przy pierwszym podbiegu do Schroniska na Przechybia (to biegliśmy jeszcze po ciemku), zacząłem odczuwać ból kolana i stopy. Trochę spanikowałem, ale wyłączyłem myślenie i o bólu przypomniałem sobie dopiero na mecie. Poza tym, oczywiście, odczuwałem duże zmęczenie miałem jednak w głowie słowa organizatorów z odprawy przed zawodami – nie poddawajcie się na przepaku na 44 km (podobno najwięcej biegaczy wysypuje się właśnie na Przełęczy Gromadzkiej, gdzie zlokalizowany jest punkt kontrolny i jedyny przepak na trasie), bo potem, tam na Słowackiej stronie jest trochę lżej. I rzeczywiście, u naszych południowych sąsiadów górki były jakby mniejsze, a widoki (na Tatry) znacznie fajniejsze.

profil trasy niepokorny mnich

trasa Niepokornego Mnicha do kieszeni

Na “Mnichu” przewyższenia były naprawdę spore, w sumie blisko + –4400m, przebiegłem bo po prostu zafiksowałem się, skupiłem i można powiedzieć, że większość wyścigu biegłem bardziej głową niż nogami. Nie powiem, podejścia nie szły mi zbyt dobrze. Nadrabiałem na zbiegach i płaskim. Nowością (i tym co mnie przerażało najbardziej przed biegiem), był fakt, że biegłem solo. Na kilka tygodni przed startem, Dominik czyli mój “partner in crime” złapał kontuzję po Zimowym Ultramaratonie Karkonoskim (właściwie wychodzi z tego do dziś). Taki bieg wymagał zupełnie innego nastawienia w głowie, niż w czasie wcześniejszych ultra. Na szczęście byłem w stanie tego dokonać. Jakimś sposobem na to był bieg z muzyką, coś czego na ultra nigdy dotąd nie próbowałem. W Pieninach sprawdziło się i pomogło wytrzymać godziny na trasie.

niepokorny mnich trasa garmin

zrzut trasy z Garmin Connect

Moim celem na Szczawnicę było zmieścić się w limicie czasu (17h). Na mecie miałem ponad 30 min zapasu. Garmin pokazał ponad 100 km. Nie czułem się jakoś na maksa wyczerpany, bez problemu, choć z pomocą Ewy, doczłapałem do hotelu.

Processed with VSCO with g3 preset

na mecie Mnicha

A już 17 sierpnia startuję w Kaszubskiej Poniewierce. To dla mnie trochę powrót do źródeł, do czasów młodości. Start w Wieżycy i meta w Sopocie. 100 km przez Kaszubskie pojezierze i lasy. Coś pięknego, bo to tereny które znam od dziecka. Spędziłem tam wiele czasu z rodzicami, a potem z harcerzami – przez co czuję, że wracam do siebie.

12552455_513789148793407_1679828893_n

strasznie mi się podoba logo Kaszubskiej

Kaszubska Poniewierka wygląda na dość kameralną imprezę, organizowaną przez przyjaciół-zapaleńców. Już nie mogę doczekać się startu, szczególnie, że liczę na doping i wsparcie najbliższych. Przecież to prawie jak powrót do domu!

W sierpniu wybieramy się na urlop. Szczerzę mówiąc bez konkretnych planów na wyjazd. Jak co roku przylatuje do nas Ash z Australii i w sumie jest taki pomysł, żeby pojechać do Białowieży (póki jej minister Szkodnik nie wytnie) i nad morze .. pokazać chłopakowi północnej Polski, bo na razie zwiedzaliśmy razem południe, centrum i zagranicę.

Grudzień 2015

Oj sporo się ostatnio działo w moim życiu. Samo dobro, można napisać. Ale po kolei.

Zostałem wylosowany (razem z Dominikiem) na “Niepokornego Mnicha”, który wystartuje kwietniu 2016 roku. 96 km po Pieninach (polskich i słowackich), + 4000/4000 m przewyższeń i 17h limitu. Wszystko w ramach Biegów w Szczawnicy. Zapowiada się moje największe wyzwanie biegowe. Z tej okazji stwierdziłem, że z tej okazji zrobię coś czego nigdy, w mojej biegowej karierze, wcześniej nie robiłem. Pojechałem potrenować w góry. Co więcej, to był wyjazd solo. Wiedziałem, że czekają mnie nowe wyzwania, dlatego chwila samotności, dystansu do wszystkiego + kontakt z naturą, po prostu miała mi dobrze zrobić. I zrobiła.

Pojechałem do Szczawnicy, skąd startuje i “metuje” Niepokorny Mnich. Zrobiłem dwa treningi – najpierw sprawdziłem pierwszy podbieg wyścigu do schroniska na Przechybę,

szczawnica przehyba bieganie garmin

Na Przehybę

drugi na Słowacji ze słynnym już ostatnim odcinkiem wyścigu, zwanym “próbą charakteru”.

szczawnica pieniny slowacja bieganie garmin

Na Przehybę

Z dwóch treningów wyszło blisko 50km. Było super – zimno, górsko, trochę śnieżnie i samotnie.

pieniny zachod slonca bieganie

Pieniny

Przehyba bieganie

Widok ze schroniska na Przehybie, widać Tatry

pieniny slowackie tatry bieganie

widok na Tatry

W Szczawnicy, Pieninach, byłem pierwszy raz. Bardzo ładne, prawie wyludnione o tej porze roku, uzdrowisko. W lato musi być tam niezły tłok. Tras do biegania bez liku, szlaki w miarę dobrze oznaczone, zasięgu GSM raczej pod dostatkiem. Do planowania tras i orientacji, używałem świetnej strony  mapa-turystyczna.pl  Polecam wszystkim. Szkoda, że ich apka dostępna jest tylko na Android’a.

Jeśli chodzi o sprzęt, to również i w tej materii pojawiły się nowości. Wypad w Pieniny był świetnym pretekstem do przetestowania nowych gadżetów biegowych. Zamiast Cascadii Brooks’ów, zabrałem ze sobą Inov8  Roclite 280. Cascadie nie wytrzymały trudów Łemkowyny. Na oby butach (Cascadia 10), w tym samym miejscu, pojawiły się wielkie dziury, przetarcia. Na szczęście producent uznał moją gwarancję. Na góry zakupiłem Roclite 280 (rewelacja – bałem się ich minimalizmu, odchudzeni i wszystkiego innego z czego znany jest Inov8, ale strachy na lachy – to wszystko są zalety tego buta!), a w ramach gwarancji Brooks’a, Cascadie 10 wymieniłem na świetny Pure Cadence 4. Świetnie sprawdziła się również kurtka Kurtka Inov-8 Raceshell 220. Zrobiłem już w niej Łemkowynie, ale dopiero w Pieninach mogłem ją sprawdzić w zróżnicowanych warunkach pogodowych.

wodoodporne skarpety dexshell bieganie

Ale odkryciem roku i tak będą skarpety Dexshell. Wodoodporne, membranowe, skarpety do biegania. Świetnie sprawdzają się w terenie, pasują na stopę z butem terenowym. Normalnie odkrycie roku. Kiedy odpakowywałem przesyłkę i po raz pierwszy dotknąłem dexshell’i, byłem trochę zdziwiony tym co kupiłem. Na pierwszy rzut oka (i czucia) wydaje się, że są zrobione z pianki i , że nie zmieszczą się do buta. Ale to tylko odczucie, na stopie pasują naprawdę świetnie i w ogóle poprawiają totalnie komfort biegania po śniegu. W kontakcie z wodą, śniegim odczuwa się zimno, ale po chwili ono mija i zostaje sucha stopa. Nawet na drugi dzień, kiedy na suche skarpety zakładałem kompletnie mokre buty, nie było to żadnym problemem. Pamiętajcie tylko, aby do biegania kupić te najcieńsze (i najtańsze) skarpety. Tylko jeden, ten biegowy, model jest wegański. Resztę zrobiono z wełny, a to nam się nie podoba. Swoją drogą to te skarpety są świetnym rozwiązaniem dla “problemu” wegańskich zimowych butów. W tym sprzęcie to możecie nawet w szmacianych vansach zimą chodzić i będzie Wam sucho i ciepło.

Tu znajdziecie fajny test dexshell’a. 

Wypad w góry okazał się świetnym początkiem przygotowań do nowego sezonu biegowego i dobrym mentalnym restartem. Szczerzę pisząc, nie mam pojęcia jak będzie on wyglądał. Wiem, że na wiosnę nie pobiegnę (po raz pierwszy od kilku sezonów) maratonu ulicznego. Jeśli chodzi o szosę, to jak na razie planuję start w gdyńskim półmaratonie. Nie mogę/nie chcę przegapić premierowego półmaratonu w moim rodzinnym mieście.

A na koniec taka fotka, która niech wytłumaczy po co mi było to całe wyciszenie, skupienie i trochę samotności, itp ;). IMG_4417

Jesień 2015

Łemkowyna Ultra Trail race kit

Łemkowyna Ultra Trail Race Kit

W weekend przebiegłem ostatnie zawody w tym sezonie. Biegłem w Łemkowynie, 70 km w Beskidzie Niskim, między Chyrową a Komańczą. Świetna, bardzo malownicza trasa i jeszcze lepsza organizacja biegu. Czas 11 h 21 min do najlepszych zdecydowanie nie należał, ale nie mieliśmy z Dominikiem ochoty na napieranie. Celem było dotarcie na metę we względnie dobrej formie. Wszystko się udało. Jestem z tego szczególnie zadowolony, ponieważ przed biegiem miałem tygodniową pauzę. Dopadł mnie jakiś jesienny wirus i po prostu nie byłem w stanie trenować. Jeszcze w piątek, jadąc do Chyrowej, czułem się dość słabo. Dopiero wizyta w biurze zawodów, wyzwoliła we mnie adrenalinę, która postawiła mnie na nogi.

Łemkowyna Ultra Trail meta finish

nogi i medal na mecie

Sama trasa baaardzo błotnista. Przy zbiegach wymagało to maksymalnej koncentracji, bo o upadek było łatwiej niż zwykle. Oznakowanie biegu świetne, chyba tylko raz, biegnąc już ostatnie, leśne kilometry w totalnej ciemności, z niecierpliwością wypatrywałem taśmy oznaczającej drogę.

profil trasy Łemkowyna Ultra Trail Garmin Fenix3

profil trasy Łemkowyna Ultra Trail Garmin Fenix3

beskid niski Łemkowyna Ultra Trail

Piękne okoliczności przyrody

Jeszcze trochę o organizacji zawodów – obsługa i posiłki na punktach kontrolnych, pierwsza klasa. Miałem to czego nie było na Rzeźniku, czyli suszone owoce, banany i pomarańcze. Dodatkowo na 40 km w Puławach Górnych czekała na mnie wegańska zupa dyniowa, a na mecie w Komańczy posiłek regeneracyjny w postaci wegańskich pierogów i wegańskiego żurku. Co ciekawe i fajne, wegańska opcja była jedyną oferowaną wszystkim biegaczom ;) Nie słyszałem aby ktoś narzekał.

Wegańskie pierogi i żurek na mecie

Wegańskie pierogi i żurek na mecie

W czasie wyjazdu mieszkaliśmy w Mszanie w ośrodku Agroturystyka bez barier. 4 km od Chyrowej, blisko Dukli, Inowicza-Zdrój i wszystkich innych atrakcji, które te rejony mają do zaferowania. Świetna baza na wypady biegowe i nie tylko. Dom dostosowany do potrzeb osób niepełnpsprawnych i niewidomych.

vegan runners maraton warszawski 2015 polska

A wcześniej, bo pod koniec września przebiegłem Maraton Warszawski. Treningowo, bo zbyt wiele pod niego nie trenowałem. Zrobiłem 3h45 min (o ponad kwadrans gorzej od życiówki),a po zawodach wróciłem do domu i skosiłem trawnik. To miał być trening/dłuższe wybieganie przed górskim Łemkowyną. Skusiłem się na Warszawę przede wszystkim dlatego, że zgodnie z zapowiedzą organizatorów, był to ostani MW z metą na Narodowym. Wielka szkoda, bo ten finisz był magnezem, który przyciągał biegaczy do Warszawy. Uwielbiałem tę końcówkę, dlatego wbiegałem tam 4x. Poza tym organizacja Maratonu Warszawskiego jest po prostu świetna. Wydaje mi się, że dzieje się tak również dzięki całej infrastrukturze, którą dostarczał Narodowy. Niestety, Orlen Maraton z niskimi opłatami startowymi, okazał się bardziej atrakcyjny i w 2015 okazał się najpopularniejszym biegiem maratońskim w Polsce.

Teraz przychodzi czas na roztrenowanie i robienie pompek, brzuszków i innych wygibasów. O bieganiu nie zapominam, mimo że w najbliższych tygodniach i miesiącach czeka mnie sporo życiowych atrakcji. Także sportowych.

Bye Leo!

Leo odpoczywa, zdjęcie z listopada

Leo odpoczywa, zdjęcie z Listopada

To był dla nas ciężki tydzień, odszedł Leo. Smutny moment, bolesne i nowe, ale chyba potrzebne doświadczenie. Byłem z nim odkąd znalazłem go pod bramą, aż do samego końca … Rycho też za nim tęskni.

Rysiek i Leo

Rysiek i Leo

Zżyliśmy się z maluchem, mimo że był u nas tylko 3 miesiące. Śmiertelnie chory, wychudzony i wyrzucony znalazł się w październiku pod domem. Na początku chcieliśmy doprowadzić go do względnego zdrowia i poszukać nowego zaufanego domu/właściciela. Potem zaczęły się nocne wizyty u weterynarza, karta w poradni kardiologicznej ( dotychczas nawet nie wiedziałem, że takowe istnieją) , diagnoza-wyrok i już wiedzieliśmy, że zostanie Leo zostanie u nas do swojego końca. Mały ciałem, wielki duchem. Chłop wiedział czego chce i prawie zawsze dopinał swego. Na koniec zacząłem za nim wołać Boss ;)

Bardzo chciałbym spotkać osobę, która wyrzuciła Leo z domu. Wysłuchać jej historii … a potem sprzedać mocnego kopa.

W leczeniu pomagały nam kliniki Sfora oraz VetCarddia. Obie polecam.

bieg rzeznika

Z dobrych wiadomości to wreszcie uśmiechnęło się do mnie szczęście i mój team
(Polsat Biega) został wylosowany w Rzeźnikowej loterii. Oznacza to, że jeśli zdrowie dopisze, 6 czerwca, wraz z Dominikiem stanę na starcie Biegu Rzeźnika, najsłynniejszego chyba górskiego ultramaratonu w Polsce. 80 km w Bieszczadach. Biegać po asfalcie zacząłem zanim to stało się modne, ale w Rzeźniku pierwszy raz pobiegnę, kiedy już prawie wszyscy ultrasi mają ten start za sobą ;)

Gdybyby ktoś nie wiedział, to na FB ruszyła strona Mistrzostw Polski Dziennikarzy w Półmaratonie. Biegniemy 1 marca we Wiązownej koło Warszawy. Dla najlepszych Garmin funduje zegarki biegowe.

Półmaraton Wiązowski i Mistrzostwa Dziennikarzy

Mistrzostwa Dziennikarzy w Polmaratonie Wiazowna

1 marca startujemu w 35. Półmaratonie Wiązowskim (swoją drogą, czy to nie jest najstarszy półmaraton w Polsce?). To już tradycja, że właśnie w tej małej miejscowości pod Warszawą rozpoczam wiosenny sezon biegowy (chociaż z tą wiosną to nigdy nic nie wiadomo, generalnie zawsze jest śnieg:) Trasa zawodów dość prosta, jeden podbieg na 11 km, generalnie biegnie się przez pola. Idealny sprawdzian przed wiosennym maratonem czy półmaratonem, czy innymi imprzami, które chcemy pobiec na maksa.

Warto wspomnieć o niższej opłacie startowej, która wynośić będzie tylko 60 PLN. To o blisko połowę mniej niż w zeszłym roku. W ostatnich latach właśnie wysokość wpisowego dość dzieliła środowisko biegaczy.

Nowością edycji 2015 roku będą rozgrywane w czasie biegu Mistrzostwa Polski Dziennikarzy w Półmaratonie. Liczę na ostrą rywalizację redakcji!

//

NYC

manhattan noca WTC ONE 1

Spędziłem “rodzinny” tydzień w Nowym Jorku. Na wycieczkę wybraliśmy się z bratem oraz Ewą i Izą. Było super. We wrześniu na Flipo.pl “ustrzeliliśmy” lotniczą okazję – bilet WAW-LDN-NYC-LDN za 850 PLN (loty British Airways i Delta Airlines). Potem szybki booking apartamentu na Williamsburgu (Brooklyn), oczywiście przez Airbnb i lecimy!

WTC MEmorial

WTC Memorial

Zobaczyłem w sumie dwa nowe miejsca, które stworzono po naszej ostatniej wizycie w 2010r. Chodzi o WTC Memorial i The High Line.

WTC Memoriał robi piorunujące wrażenie, ta przeklęta dziura w ziemi, do której spływa woda daje do myślenia i chyba każdego kto odwiedza to miejsce uderza pogłowie, aż nachodzi chwila smutnej refleksji.

The High Line to rewelacyjny pomysł na to jak wykorzystać miejsce po starych torach kolejowych, tak aby w środku Manhattanu stworzyć przestrzeń gdzie choć  na chwilę można odetchnąć od zgiełku miasta.

Nowy Jork to (może przede wszystkim) świetne jedzenie! W każdym sklepie, kiosku, restauracji, barze, spelunie można znaleźć coś 100% wegan :) Codziennie próbowaliśmy innych miejsc, ale przynajmniej raz dziennie i tak wracaliśmy do znakomitego  “Champs’a”. Śniadania z goframi i naleśnikami (nie tylko na słodko), tofucznice, świetne sałatki, kanapki, burgery, ciasta, fake meats …. a wszystko w stylu typowej amerykańskiej jadłodajni z kelnerkami dolewającymi kawę! Rewelacja, brakuje mi takiego miejsca w Warszawie (mimo że cały czas przybywa w stolicy świetnych wegańskich lokali).

champs vegan brooklyn

Champs

champs vegan brooklyn coffee

Champs

A za rogiem Champ’sa był Dun Well Doughnuts, czyli wegańska pączkarnia. Oszczędzę Wam szczegółów co tam się działo. Napiszę tylko tyle, że ich ostatnie pącząki zjadłem już w Europie :)

dunwell doughnuts brooklyn vegan

Dun Well Doughnuts

W sumie było świetnie, no jeśli nie liczyć naszych bankowych wtop. Najpierw błędnej wypłaty $$$ w Aliorze na dzień przed wylotem. Zamiast 300 USD gotówki dostałem 201 USD .. oczywiście nie przeliczyłem, podpisałem odbiór, więc reklamacji mi nie uznają. Ale i tak POZDROWIENIA (NOT!) dla kasjerki z oddziału na Fieldorfa. A kilka dni po powrocie do WAW ING zablokował nam kartę debetową, bo okazało się, że ktoś wyczyścił ją na 500 USD. Dziwne, bo użyliśmy jej tylko 3x, płacąc w Macy’s, Apple Store i Zarze. Kasę oczywiście odzyskamy, ale potrwa to kilka dobrych tygodni (miesięcy?). Mamy w tym doświadczenie, 4 lata temu chwilę po powrocie z naszej wycieczki do USA też zczyścili mi kredytówki.

Brat

Brat

W NYC zrobiłem tylko dwa treningi.Cały czas mam biegowego lenia, więc to i tak dobrze. Nie muszę chyba pisać, że NYC to miasto biegaczy i dla biegacze. W ciągu moich biegów praktycznie cały czas widziałem innych biegaczy. Od razu rzuciły mi się różnice – mimo temperatury w okolicach zera i sporego wiatru, wielu Amerykanów biegało w krótkich spodenkach. Nie lubię zakładać zbyt wiele warstw i przegrzewać się w czasie treningu, ale kiedy patrzyłem na nich, było mi po prostu zimno. Druga różnica – wydaje mi się, że oni tam na treningach biegają szybciej. Niedzielne wybiegania robili naprawdę w tempach grubo poniżej 5. Nie wiem czy moja obserwacja ma cokolwiek wspólnego z prawdą, czy może moje “turystyczne” nowojorskie tempo było aż tak wolne (średnia ponad 5min/km).

Odwiedziłem też kilka sklepów dla biegaczy. W sumie kupiłem tylko rękawiczki Brooks’a (bo zapomniałem zabrać z Polski). Asortyment bardzo podobny, prawie te same kolekcje ciuchów i butów. Oczywiście wszystko taniej niż w Polsce, chociaż to akurat odnosi się raczej do wszystkiego, nie tylko sprzęty dla biegaczy.

cliff bars vegan batony

Zapasy Cliff’ów

Np. w Polsce Cliff’y kosztują do 10 PLN. W USA w każdym kiosku czy sklepie kosztują max 5 PLN, a w wielu miejscach są częste “przeceny” gdzie 1xCliff = 1 USD (załóżmy, że kosztuje wtedy 3,40 PLN!!). Dlatego zrobiłem Cliff’owe zapasy :)

A tu podsumowanie naszego wyjazdu w 15 sekund.

Na roztrenowaniu

Dziś będzie mało o bieganiu, bo cały czas jestem w ostrym roztrenowaniu. Ale tym razem robię to z głową. Staram powalczyć z siłą i “core stability” (czyli silne i wytrzymałe mięśnie, dla mnie sczególne ważne te od pasa w górę), która bardzo pomaga przetrwać maratony i biegi ultra, a na metę wbiega się wyprostowanym:)

Cross fit MGW Warszawa

Siłę próbuję zbudować na zajęciach crossfitu. Wiem, że to nie brzmi zbyt dobrze, bo nie jestem i nigdy nie byłem fanem “kultury cross fitu”. Chodzi mi o robienie wspólnych zdjęć po każdym ćwiczeniu, hasła motywacyjne, przybijanie piątki itp. W bieganiu takie rzeczy oczywiście też funkcjonują, ale jest tego znacznie mniej. Pozatym bieganie to sport raczej indywidualny, kiedy w cross fit’cie społeczność i ćwiczenia w grupie to esencja.

Ale wybrałem chyba optymalne miejsce dla mnie. To miejsce gdzie można spotkać fajnych ludzi, którzy traktują zajęcia bez niepotrzebnej napinki, a po treningu można zawsze kupić jakieś wegańskie jedzenie, albo batony Cliff czy nasze ZmianyZmiany.

A po ćwiczeniach ważna jest regeneracja i jedzenie :) Wczoraj po raz pierwszy raz w życiu miałem okazję zamówić w Warszawie wegańską pizze z dowozem do domu. Factory Night Pizza z Pragi wprowadziła niedawno do swojego menu Vegan Pizze. Ser + sejtan lub pepperoni. Oczywiście wegańskie. Zero warzyw, zero tofu:). Na zdjęciu widać, że jest dobrze! Stosunek ceny do produktu też zadawalający.

pizza wegańska

pizza wegańska

Teraz zmiana tematu :) Większość moich znajomych wie, że kiedyś mieszkałem w Australii. Moim głównym zadaniem na Antypodach były studia podyplomowe oraz prace dorywcze, które pomagały mi się tam utrzymać. Mało kto wie, że “po godzinach” wydzierałem się w zespole punkowym The Collapse. Zagraliśmy wiele koncertów i jedną trasę po całej Australii kiedy miałem już wyjeżdżać z kraju. Po moim wyjeździe zespół się rozpadł. Nagraliśmy kilka Ep’ek, i split EP. Graliśmy szybko … nasze koncerty nie trwały dłużej niż 20 minut :) Piszę o tym, bo znalazłem na youtube naszą EP. Jakbym dobrze poszukał to mam gdzieś w domu winylową płytę z tym materiałem.

Pytacie o Leo, psa, którego ponad miesiąc temu znalazłem u siebie pod bramą. Myślałem, że trochę go podleczę (od pierwszego cierpiał na okropny kaszel), podtuczę (był naprawdę strasznie, strasznie wychudzony), umyję i poszukam dla niego jakiegoś domu. Nie za bardzo miałem ochotę na dwa psy w domu. Niestety 2 tyg. kuracji antybiotykiem nie pomogły. Pewnego dnia pies strasznie osłabł, zaczęły się duszności. W środku nocy wylądowałem z nim na weterynarskim ostrym dyżurze. Po badaniach typu echo serca, ekg, wet wydał diagnozę – ciężka choroba serca, ludzi w takim stanie wpisywani są na listę do przeszczepu … u psów stosuje się leki, które wyprowadzają na prostą, a potem … no właśnie, to dopiero przed nami. Prawda jest taka, że Leo już nigdzie nie oddaje. Będzie się “męczył” ze mną. Do końca.

Leo

Leo pod tlenem

A w przyszłym tygodniu zaczynam urlop i będę biegać w zupełnie innej strefie czasowej :) Ale wcale nie będzie cieplej.

Biegowa niedziela

Wreszcie udało mi się wyjść pobiegać. Wstałem wcześnie, zjadłem śniadanie, popiłem dobrą kawą, odczekałem chwilę i wyszedłem na ponad 10 km.

sniadanie biegacza wegan

Nie było łatwo, nie było jakoś super szybko, ale cieszę się, że wreszcie zmusiłem się do treningu. Problem leżał w mojej głownie, a nie z żadnej kontuzji. Po prostu mi się nie chciało. Włączył się leń i tyle.

Podczas treningu zacząłem powoli planować starty na następny rok. Najbardziej realny wydaje się start w maratonie w Palestynie ( 27 marca). Zapiszę się też na losowanie do Biegu Rzeźnika – może tym razem uśmiechnie się do mnie szczęście i wystartuję w Bieszczadach. Innych planów biegowych na razie nie robię.

Jakiś czas temu kupiłem buty Brooks Cadence 3 (niestety nie pomogły mi w uzyskaniu nowej maratońskiej “życiówki”). Zrobiłem tym samym ugrade z modelu Cadence 2 – w starej parze wybiegałem już i tak za dużo kilometrów, były też już trochę dziurawie więc kupiłem Cadence 3 (przy okazji skorzystałem ze zniżkowego kupony Brooks’a który dostałem na maratonie w Rzymie).

brooks cadence 3 pure bieganie

Cadence 3 różnie się od swojej poprzedniczki (rodzaj żeński??). Ma przede wszystkim twardszą podeszwę, przez co lepiej czujesz podłożę po którym biegniesz. Modele Cadence należą do serii Brooks Pure, czyli wstępu do biegania minimalistycznego, z mniejszą amortyzacji, z mniejszym dropem (spadek od palców do pięty), który w tym modelu wynosi 4 mm. Dzięki temu powinno biegać się szybciej, bo przy takim dropie, naturalnym jest odbicie, bieganie “z palców”. Nie trzeba się na tym skupiać, stopa po prostu, tak jak przy biegniau na boso, sama odbija się z palców.
Mimo wszystko, w poprzednim modelu Cadence, efekt “odbicia z palców”, wydawał mi się silniejszy. Wydaje mi się, że powodem tego jest właśnie “twardsza” podeszwa i fakt, że Cadence 3 trzyma stopę mocniej niż starsze modele. Z jednej strony do dobrze, bo stopa czuje się bardzo stabilnie w czasie biegu, z drugiej, zanim dobrze buta rozbiegałem, po treningach czułem lekki dyskomfort (czyt. ból) na zewnętrznej krawędzi strony. Teraz już jest ok.

A teraz coś z innej beczki …kilka dni temu po powrocie z pracy pod bramą znalazłem o takie coś … nie mogłem pozostaić go na zewnątrz, dlatego zaprosiłem do domu.

leo adopcja pies

Pierwsza obdukcja i wniosek, że ktoś po prostu wywalił małego z domu – pies jest wyraźnie wychudzony, zawszony i zakleszczony, na dodatek złapał zapaleniem płuc. Moi sąsiedzi są weterynarzami, więc z ich pomocą szybko postawiliśmy chłopaka do pionu. Teraz jest już coraz lepiej. O tyle lepiej, że mały zaczyna powoli pokazywać swój charakterek …. z Ryśkiem jakoś się dogadują (mały zdecydowanie dominuje), ale przy naszym trybie życia, logistyka posiadania dwóch psiaków jest trochę nie do zniesienia. Dlatego plan jest taki, że doprowadzam małego do życia i próbuję mu zorganizować nowy dom. Pomożecie? Inaczej skończę jak Violetta Villas …

rysiek i leo psy

rysiek i leo psy2

Październikowy come back

Nie było mnie tu od kilku miesięcy. W skrócie napiszę co się od tego czasu działo w moim biegowym życiu:

– Po “Sudeckiej Setce” straciłem serce do biegania. Mimo, że próbowałem sobie urozmaicić treningi i nabiegałem sporo kilometrów w nowych, fajnych miejscach, nie udało mi się wrócić do biegowego entuzjazmu z pierwszej połowy roku. Moja diagnoza to “Running Blues” – coś o czym pisał Murakami w swojej książce o bieganiu.

Murakami bieganie runner's blues

Tylko proszę tego nie mylić z przetrenowaniem, bo cały czas sporo trenuję i to nawet z niezłymi osiągami.

– Mimo tego, cały czas wracam pamięcią do “Sudeckiej Setki”. Ostatnio znalazlem to zdjęcie…

Sudecka setka meta ultramaraton zmeczenie

… zrobione przez Arka, chwilę po naszym finiszu, kiedy z Dominikiem informowaliśmy naszych bliskich, że przeżyliśmy :)

– Wracając do biegania w nowych, nieznanych miejscach strasznie żałuję, że Garmin 620 został “obrabowany” ze wszystkich nawigacyjnych funkcji. Brak funkcji “powrót do celu”, która bazowała na GPS’sie zdecydowanie komplikowanie w nieznanych miejscach.  Czasem żałuje, że zamieniłem Garmina 610 na 620’tkę.

– A oto kilka miejsc, w których przyszło mi biegać od ostatniego wpisu:

bieganie prowansja francja wakacje Verdon bieganie prowansja francja wakacje kanion Verdon bieganie Londyn royal docks Processed with VSCOcam with g3 preset

– Niestety nie wyszedł mi Maraton Warszawski. Mój czas na mecie to 3h47 min, czyli drugi najgorszy maraton w życiu! Nie ukrywam, że po cichu liczyłem na poprawienie czasu z zeszłego roku (3h:29 min). Niestety nie wyszło. Od początku wyścigu biegłem z pacemakerem na 3h:30min, do 26 km czułem się ok, potem zaczęły się pierwsze symptomy osłabienia. Zdałem sobie sprawę, że tempem 4:50 pobiegnę jeszcze najwyżej kilka następnych kilometrów, a potem będzie “zgon”. Zdecydowałem się więc na rozwiązanie mało ambitne, czyli zwolniłem i “godnie” dobiegłem do mety. Niestety, ten wynik oznacza, że w tym roku nie zrobiłem maratońskiej “życiówki”. Trudno, nawet jakoś mnie to nie boli. Pod względem towarzyskim impreza jak zwykle na najwyższym poziomie (jak zwykle – wielkie dzięki – AREK.)

– Na koniec polecam świetny serial The Honorable Woman” . Uwielbiam seriale BBC. Już nie mogę doczekać się nowych odcinków Wallandera.