Jesień 2015

Łemkowyna Ultra Trail race kit

Łemkowyna Ultra Trail Race Kit

W weekend przebiegłem ostatnie zawody w tym sezonie. Biegłem w Łemkowynie, 70 km w Beskidzie Niskim, między Chyrową a Komańczą. Świetna, bardzo malownicza trasa i jeszcze lepsza organizacja biegu. Czas 11 h 21 min do najlepszych zdecydowanie nie należał, ale nie mieliśmy z Dominikiem ochoty na napieranie. Celem było dotarcie na metę we względnie dobrej formie. Wszystko się udało. Jestem z tego szczególnie zadowolony, ponieważ przed biegiem miałem tygodniową pauzę. Dopadł mnie jakiś jesienny wirus i po prostu nie byłem w stanie trenować. Jeszcze w piątek, jadąc do Chyrowej, czułem się dość słabo. Dopiero wizyta w biurze zawodów, wyzwoliła we mnie adrenalinę, która postawiła mnie na nogi.

Łemkowyna Ultra Trail meta finish

nogi i medal na mecie

Sama trasa baaardzo błotnista. Przy zbiegach wymagało to maksymalnej koncentracji, bo o upadek było łatwiej niż zwykle. Oznakowanie biegu świetne, chyba tylko raz, biegnąc już ostatnie, leśne kilometry w totalnej ciemności, z niecierpliwością wypatrywałem taśmy oznaczającej drogę.

profil trasy Łemkowyna Ultra Trail Garmin Fenix3

profil trasy Łemkowyna Ultra Trail Garmin Fenix3

beskid niski Łemkowyna Ultra Trail

Piękne okoliczności przyrody

Jeszcze trochę o organizacji zawodów – obsługa i posiłki na punktach kontrolnych, pierwsza klasa. Miałem to czego nie było na Rzeźniku, czyli suszone owoce, banany i pomarańcze. Dodatkowo na 40 km w Puławach Górnych czekała na mnie wegańska zupa dyniowa, a na mecie w Komańczy posiłek regeneracyjny w postaci wegańskich pierogów i wegańskiego żurku. Co ciekawe i fajne, wegańska opcja była jedyną oferowaną wszystkim biegaczom ;) Nie słyszałem aby ktoś narzekał.

Wegańskie pierogi i żurek na mecie

Wegańskie pierogi i żurek na mecie

W czasie wyjazdu mieszkaliśmy w Mszanie w ośrodku Agroturystyka bez barier. 4 km od Chyrowej, blisko Dukli, Inowicza-Zdrój i wszystkich innych atrakcji, które te rejony mają do zaferowania. Świetna baza na wypady biegowe i nie tylko. Dom dostosowany do potrzeb osób niepełnpsprawnych i niewidomych.

vegan runners maraton warszawski 2015 polska

A wcześniej, bo pod koniec września przebiegłem Maraton Warszawski. Treningowo, bo zbyt wiele pod niego nie trenowałem. Zrobiłem 3h45 min (o ponad kwadrans gorzej od życiówki),a po zawodach wróciłem do domu i skosiłem trawnik. To miał być trening/dłuższe wybieganie przed górskim Łemkowyną. Skusiłem się na Warszawę przede wszystkim dlatego, że zgodnie z zapowiedzą organizatorów, był to ostani MW z metą na Narodowym. Wielka szkoda, bo ten finisz był magnezem, który przyciągał biegaczy do Warszawy. Uwielbiałem tę końcówkę, dlatego wbiegałem tam 4x. Poza tym organizacja Maratonu Warszawskiego jest po prostu świetna. Wydaje mi się, że dzieje się tak również dzięki całej infrastrukturze, którą dostarczał Narodowy. Niestety, Orlen Maraton z niskimi opłatami startowymi, okazał się bardziej atrakcyjny i w 2015 okazał się najpopularniejszym biegiem maratońskim w Polsce.

Teraz przychodzi czas na roztrenowanie i robienie pompek, brzuszków i innych wygibasów. O bieganiu nie zapominam, mimo że w najbliższych tygodniach i miesiącach czeka mnie sporo życiowych atrakcji. Także sportowych.

Bieg Rzeźnika

Bieszczady są super. I wcale nie takie niskie jak ludzie mówią. Szkoda, że przekonałem się o tym dopiero po 36 latach od urodzenia. Przez lata mieszkałem w Australii, potem na Borneo, zwiedziłem najdalsze zakątki świata, a w nasze Bieszczady nigdy nie dotarłem. Jak nic należała mi się pokuta, dlatego na początku czerwca stanąłem na starcie Biegu Rzeźnika w Komańczy. Razem z Dominikiem przebiegłem 77 km i po ponad 15,5h zameldowałem się na mecie w Ustrzykach Górnych.

bieszczady kozy

Bieszczady 2015

bieg rzeznika niedzwiedz komancza

Taka tablica 40 metrów od naszej kwatery

W Bieszczady przyjechaliśmy dwa dni przed startem. Moi rodzice z Gdyni, Ewa, Marzena, córki Dominika i ja z Waraszwy. Wynajęliśmy dom niedaleko Komańczy i próbowaliśmy trochę odpocząć po ciężkim tygodniu. Czwartek spędziłem leżąc na karimacie pod drzewem, drzemiąc i czytając książkę na przemian. Ideał. Wieczorem wypad do Cisnej do biura zawodów po numer, oddanie rzeczy na przepaki i odprawę.

Polsat Biega bieg rzeznika

Polsat Biega team. Biuro zawodów w Cisnej. Jeszcze uśmiechnięci. W tych zawodach startuje się w dwuosobowych zespołach

cisna przepak bieg rzeznika

Cisna przepak

Start o 3 rano z Komańczy, zawieźli nas moi rodzice. Tej nocy spałem jakąś godzinę. Temperatura ok 8 stopni, opadów zero. Atmosfera niesamowita. 1400 biegaczy, tyle samo latarek czołówek (co świetnie widać na filmie), normalnie same ultrasy. Start i pierwsze 6 km po bieszczadzkim asfalcie, aż do wejścia na czerwony szlak, z którego (z dwoma wyjątkami) mieliśmy zejść dopiero na mecie w Ustrzykach Górnych. Pierwszy etap do Cisnej (32 km) zrobiliśmy w 4h25 min godziny. Ten odcinek biegło nam się dość dobrze. Górki jeszcze do zniesienia, zmęczenia nie było, humory dopisywały. Zaliczyłem wprawdzie jedną wywrotkę na zbiegu, ale na szczęście poleciałem na jakieś liście i nic nie poczułem. Na przepak w Cisnej wbiegamy już w pełnym słońcu. Jest po 7 rano, jeszcze nie jest gorąco ale coś mnie tknęło i na przepaku poprosiłem kogoś o użyczenie kremu do opalania. Lubię myśleć, że w pewnym sensie uratowało nam to później życie. Z przepaku wybiegamy już z kijami (dopiero stąd można było sobie nimi pomagać) Potem już wedle zasady, im dalej tym gorzej. Do kolejnego przepaka w Smerku mieliśmy 24 km. Zaczął doskwierać upał, podejścia na ponad 1000 metrów. Na punkcie w Smerku już pełne lato. Ukrop z nieba i pojękiwania innych ultrasów, że dopiero teraz zaczynają się prawdziwe górki. Rzeczywiście, zaczęły się srogie podejścia + turyści na szlaku, którym trochę uprzykrzaliśmy życie, bo musieli cały czas schodzić nam z drogi. Na szczęście nikt nie miał do nas z tego powodu żalu, a nawet mogliśmy liczyć na ich doping. A w okolicach Osadzkiego Wiercha widziałem bieszczadzką żmiję. Takie spotkanie było moim marzeniem z dzieciństwa. Na szczęście prawdą jest, że te małe zwierzątka nie szukają zwady i wolą schodzić z drogi. bieg rzeznika panorama bieszczady bieg rzeznika bieszczady

Prawdziwy kryzys zaczął się po ostatnim punkcie kontrolnym w Berehach Górnych. Tu nawet dyżurująca pielęgniarka zwróciła uwagę, że coś słabo wyglądam (swoją drogą, jak  sama mówiła, miała za sobą kilka startów w poprzednich edycjach Rzeźnika;)). Do mety było mniej niż 10 km, ale czekała na nas Połonina Caryńska, czyli najgorsze podejście wyścigu (1297 m n.p.m). Dla mnie w tym miejscu zaczęło się prawdziwe ultra – mój organizm nagle przestał działać. Jeszcze przed wyjściem na połoninę zupełnie mnie odłączyło. To nie był ból mięśni, nóg czy problemy z oddychaniem, krążeniem. Po raz pierwszy w życiu nie miałem po prostu siły zrobić następnego kroku. Robiłem 20-30 kroków i zatrzymywałem się, bo mózg nie był w stanie zmusić nóg do kolejnego ruchu. To nie była zwykła maratońska ściana, gdzie wpada się w jakieś otępienie, a czasem nawet traci kontakt z rzeczywistością. Tu byłem totalnie świadom tego jak się czuję i chyba właśnie dlatego tak teraz to przeżywam i analizuję. Dominik zastosował metodę “step by step” czyli wskazywał mi kolejny cel do którego mam dotrzeć… jakiś krzak, kamień, drzewo. Wszystko oddalone od siebie o jakieś 30 metrów max. Po pewnym czasie takiej walki zacząłem nerwowo patrzeć na zegarek. Traciliśmy czas i na poważnie zacząłem się martwić o limit czasu. Picie już nie pomagało, a na samą myśł o kolejnym żelu czy batonie, zbierało mi się na wymioty. W akcie desperacji, Dominik polał mi głowę mieszanką izo + woda (ze zdecydowaną przewagą h2o), która została w jego bidonie. Tu przydażyła się sytuacja, która na długo zapadnie mi w pamięć. Mijający nas biegacz, zobaczył, że Dominik wylewa na mnie jakąś żółtą ciecz, zaproponował swoją wodę. Widziałem, że dla mnie opróżnił swoją ostatnią butelkę i mimo moich protestów nalał na głowę. Gest który naprawdę znaczył dla mnie wiele, bo miałe przed sobą jeszcze trochę kilometrów w słonecznym skwarze. Nie pamiętam jak się ów jegomość nazywał, jaki miał numer startowy czy z jakiej biegł drużynu. Pewnie nigdy się nie spotkamy, ale jeszcze raz wielkie DZIĘKI kolego! Potem za kilkanaście minut kolejny cud! Jakiś kilometr od szczytu Cyrenejki wypływa małe źródełko. Słyszałem o nim wcześniej i wypatrywałem. Kiedy wreszcie do niego dotarliśmy, padłem na kolana i zamoczyłem głowę. Niesamowite uczucie. Organizm przeszedł jakąś przemianę, zmęczenie odeszło, ozdrowiałem, urodziłem się na nowo, trochę ultramaratońskiej metafizyki… sam nie wiem. Wiem, że w jednej chwili wszystkie siły do mnie wróciły i zacząłem biec do mety. Na końcu czekał nas jeszcze dość nieprzyjemny zbieg (jakby te pozostałe były przyjemne…?), ale wtedy już wiedzieliśmy, że zmieścimy się w limicie czasowym wyścigu. Na mecie meldujemy się po 15 i pół godzinie (dokładnie 15h34 min.). Czeka medal, Ewa, Mama, Tata. Jest radość, dostaję wreszcie banana. Wynik blisko 1,5h poniżej naszych oczekiwań, przyjmujemy z pokorą. Tak to jest, kiedy Ci z nizin napierają na góry. 

polsat biega bieg rzeznika

200 m przed metą

To był mój” rzeźnicki” debiut, dlatego nie wiem jak organizowane były poprzednie zawody. Generalnie podobało mi się. Jedynym poważnym minusem był żywienie na trasie. Przed zawodami organizatorzy zapewniali o dostępności wegańskiego jedzenia. Banany, rodzynki czy pomarańcze na punktach kontrolnych biegów ultra brałem dotychczas za pewnik. Dlatego na trasę zabrałem jedzenie żele i batony Cliff i Petardy Zmiany Zmiany. Niestety na przepakach nie było owoców. Były żele, batony Squeeze, bułki z serem czy dżemem , zupa pomidorowa (non wegan) i chleb ze smalcem. Była cola (to się przydało) a na ostatnim punkcie znalazł się nawet Burn (czyli red bull coli). Dlatego cały wyścig leciałem na chemii. Czuję, że po części to było przyczyną mojego kryzysu w końcówce. A na mecie na pytanie o posiłek usłyszałem “za 10 min będę miał dla was jakąś sałatkę”. To była ostatnia rzecz jaką chciałem usłyszeć. Wiem, że na mecie byliśmy w ogonie, ale dobrze by było mieć jednak coś do zjedzenia.

bieg rzeznika meta

meta, Mama i wyczekiwane banany

Stwierdzeniem, że Rzeźnik to ciężki bieg, Ameryki pewnie nie odkryję. Ale dopiero teraz wiem z czym się tę imprezę się naprawdę je. Już rok temu mieliśmy chrapkę na ultra w Bieszczadach. Nie mieliśmy szczęścia w losowaniu, dlatego biegliśmy Sudecką Setkę (100 km, o ponad 20 km więcej niż trasa Rzeźnika). Tamten bieg zrobiliśmy w ponad godzinę szybciej! Na mecie w Ustrzykach Górnych miałem naprawdę dość biegania. Pewnie znacie to uczucie. Czas jednak leczy rany i dziś, 2 tyg po zawodach, naszła mnie myśl, że w sumie z przyjemnością znów stanąłbym na starcie w Komańczy. Na koniec słowa podziękowania dla załogi Garmin Polska. Zwyczajowo wsparła moje ultra przygody zegarkiem na miarę wyścigu. Tym razem był to Garmin Fenix 3. Rewelacyjna maszyna, która wiele potrafi! Bieszczady z Garminem na ręku na pewno biegaczowi mniej straszne;) garmin fenix3 bieg rzeznika A tu zestawienie profilu trasy ze strony Rzeźnika: profil2011 A tu co na mecie pokazał Garmin. Niemal identyczny. Jeśli chodzi o pomiar odległości, gps pokazał 77,2km, czyli też wszystko się zgadza. Niezła precyzja. bieg rzeznika profil trasy garmin fexnix3   Na koniec zwyczajowe zdjęcie sprzętu, który zabrałem ze sobą w Bieszczady. bieg rzeznika sprzet

Petarda

petarda zmiany zmiany baton sportowy wehan Po “Lewym Sierpowym”, “Kosmosie” i “Aloha’e” (jak to się odmiena?:), ZmianyZmiany wprowadzają Perardę. Baton dla sportowców, coś co w czasie treningu czy zawodów doda każdemu sił i … motywacji do jeszcze większego wysiłku :)  Dotychczas w trakcie długich wybiegań czy zawodów ultra, temat batonów energetycznych kończył się na Cliff’ach. ZmianyZmiany lubiłem, ale jadłem raczej  “po”, jako dodatek do “recovery”. Tymczasem skład Petardy powoduje, że to właśnie ten baton będzie za 3 tyg. moim towarzyszem na Rzeźniku. Petarda = spirulina, nerkowce, maliny, chia, pestki dyni, orzechy brazylijskie i daktyle.

Bye Leo!

Leo odpoczywa, zdjęcie z listopada

Leo odpoczywa, zdjęcie z Listopada

To był dla nas ciężki tydzień, odszedł Leo. Smutny moment, bolesne i nowe, ale chyba potrzebne doświadczenie. Byłem z nim odkąd znalazłem go pod bramą, aż do samego końca … Rycho też za nim tęskni.

Rysiek i Leo

Rysiek i Leo

Zżyliśmy się z maluchem, mimo że był u nas tylko 3 miesiące. Śmiertelnie chory, wychudzony i wyrzucony znalazł się w październiku pod domem. Na początku chcieliśmy doprowadzić go do względnego zdrowia i poszukać nowego zaufanego domu/właściciela. Potem zaczęły się nocne wizyty u weterynarza, karta w poradni kardiologicznej ( dotychczas nawet nie wiedziałem, że takowe istnieją) , diagnoza-wyrok i już wiedzieliśmy, że zostanie Leo zostanie u nas do swojego końca. Mały ciałem, wielki duchem. Chłop wiedział czego chce i prawie zawsze dopinał swego. Na koniec zacząłem za nim wołać Boss ;)

Bardzo chciałbym spotkać osobę, która wyrzuciła Leo z domu. Wysłuchać jej historii … a potem sprzedać mocnego kopa.

W leczeniu pomagały nam kliniki Sfora oraz VetCarddia. Obie polecam.

bieg rzeznika

Z dobrych wiadomości to wreszcie uśmiechnęło się do mnie szczęście i mój team
(Polsat Biega) został wylosowany w Rzeźnikowej loterii. Oznacza to, że jeśli zdrowie dopisze, 6 czerwca, wraz z Dominikiem stanę na starcie Biegu Rzeźnika, najsłynniejszego chyba górskiego ultramaratonu w Polsce. 80 km w Bieszczadach. Biegać po asfalcie zacząłem zanim to stało się modne, ale w Rzeźniku pierwszy raz pobiegnę, kiedy już prawie wszyscy ultrasi mają ten start za sobą ;)

Gdybyby ktoś nie wiedział, to na FB ruszyła strona Mistrzostw Polski Dziennikarzy w Półmaratonie. Biegniemy 1 marca we Wiązownej koło Warszawy. Dla najlepszych Garmin funduje zegarki biegowe.

NYC

manhattan noca WTC ONE 1

Spędziłem “rodzinny” tydzień w Nowym Jorku. Na wycieczkę wybraliśmy się z bratem oraz Ewą i Izą. Było super. We wrześniu na Flipo.pl “ustrzeliliśmy” lotniczą okazję – bilet WAW-LDN-NYC-LDN za 850 PLN (loty British Airways i Delta Airlines). Potem szybki booking apartamentu na Williamsburgu (Brooklyn), oczywiście przez Airbnb i lecimy!

WTC MEmorial

WTC Memorial

Zobaczyłem w sumie dwa nowe miejsca, które stworzono po naszej ostatniej wizycie w 2010r. Chodzi o WTC Memorial i The High Line.

WTC Memoriał robi piorunujące wrażenie, ta przeklęta dziura w ziemi, do której spływa woda daje do myślenia i chyba każdego kto odwiedza to miejsce uderza pogłowie, aż nachodzi chwila smutnej refleksji.

The High Line to rewelacyjny pomysł na to jak wykorzystać miejsce po starych torach kolejowych, tak aby w środku Manhattanu stworzyć przestrzeń gdzie choć  na chwilę można odetchnąć od zgiełku miasta.

Nowy Jork to (może przede wszystkim) świetne jedzenie! W każdym sklepie, kiosku, restauracji, barze, spelunie można znaleźć coś 100% wegan :) Codziennie próbowaliśmy innych miejsc, ale przynajmniej raz dziennie i tak wracaliśmy do znakomitego  “Champs’a”. Śniadania z goframi i naleśnikami (nie tylko na słodko), tofucznice, świetne sałatki, kanapki, burgery, ciasta, fake meats …. a wszystko w stylu typowej amerykańskiej jadłodajni z kelnerkami dolewającymi kawę! Rewelacja, brakuje mi takiego miejsca w Warszawie (mimo że cały czas przybywa w stolicy świetnych wegańskich lokali).

champs vegan brooklyn

Champs

champs vegan brooklyn coffee

Champs

A za rogiem Champ’sa był Dun Well Doughnuts, czyli wegańska pączkarnia. Oszczędzę Wam szczegółów co tam się działo. Napiszę tylko tyle, że ich ostatnie pącząki zjadłem już w Europie :)

dunwell doughnuts brooklyn vegan

Dun Well Doughnuts

W sumie było świetnie, no jeśli nie liczyć naszych bankowych wtop. Najpierw błędnej wypłaty $$$ w Aliorze na dzień przed wylotem. Zamiast 300 USD gotówki dostałem 201 USD .. oczywiście nie przeliczyłem, podpisałem odbiór, więc reklamacji mi nie uznają. Ale i tak POZDROWIENIA (NOT!) dla kasjerki z oddziału na Fieldorfa. A kilka dni po powrocie do WAW ING zablokował nam kartę debetową, bo okazało się, że ktoś wyczyścił ją na 500 USD. Dziwne, bo użyliśmy jej tylko 3x, płacąc w Macy’s, Apple Store i Zarze. Kasę oczywiście odzyskamy, ale potrwa to kilka dobrych tygodni (miesięcy?). Mamy w tym doświadczenie, 4 lata temu chwilę po powrocie z naszej wycieczki do USA też zczyścili mi kredytówki.

Brat

Brat

W NYC zrobiłem tylko dwa treningi.Cały czas mam biegowego lenia, więc to i tak dobrze. Nie muszę chyba pisać, że NYC to miasto biegaczy i dla biegacze. W ciągu moich biegów praktycznie cały czas widziałem innych biegaczy. Od razu rzuciły mi się różnice – mimo temperatury w okolicach zera i sporego wiatru, wielu Amerykanów biegało w krótkich spodenkach. Nie lubię zakładać zbyt wiele warstw i przegrzewać się w czasie treningu, ale kiedy patrzyłem na nich, było mi po prostu zimno. Druga różnica – wydaje mi się, że oni tam na treningach biegają szybciej. Niedzielne wybiegania robili naprawdę w tempach grubo poniżej 5. Nie wiem czy moja obserwacja ma cokolwiek wspólnego z prawdą, czy może moje “turystyczne” nowojorskie tempo było aż tak wolne (średnia ponad 5min/km).

Odwiedziłem też kilka sklepów dla biegaczy. W sumie kupiłem tylko rękawiczki Brooks’a (bo zapomniałem zabrać z Polski). Asortyment bardzo podobny, prawie te same kolekcje ciuchów i butów. Oczywiście wszystko taniej niż w Polsce, chociaż to akurat odnosi się raczej do wszystkiego, nie tylko sprzęty dla biegaczy.

cliff bars vegan batony

Zapasy Cliff’ów

Np. w Polsce Cliff’y kosztują do 10 PLN. W USA w każdym kiosku czy sklepie kosztują max 5 PLN, a w wielu miejscach są częste “przeceny” gdzie 1xCliff = 1 USD (załóżmy, że kosztuje wtedy 3,40 PLN!!). Dlatego zrobiłem Cliff’owe zapasy :)

A tu podsumowanie naszego wyjazdu w 15 sekund.

Na roztrenowaniu

Dziś będzie mało o bieganiu, bo cały czas jestem w ostrym roztrenowaniu. Ale tym razem robię to z głową. Staram powalczyć z siłą i “core stability” (czyli silne i wytrzymałe mięśnie, dla mnie sczególne ważne te od pasa w górę), która bardzo pomaga przetrwać maratony i biegi ultra, a na metę wbiega się wyprostowanym:)

Cross fit MGW Warszawa

Siłę próbuję zbudować na zajęciach crossfitu. Wiem, że to nie brzmi zbyt dobrze, bo nie jestem i nigdy nie byłem fanem “kultury cross fitu”. Chodzi mi o robienie wspólnych zdjęć po każdym ćwiczeniu, hasła motywacyjne, przybijanie piątki itp. W bieganiu takie rzeczy oczywiście też funkcjonują, ale jest tego znacznie mniej. Pozatym bieganie to sport raczej indywidualny, kiedy w cross fit’cie społeczność i ćwiczenia w grupie to esencja.

Ale wybrałem chyba optymalne miejsce dla mnie. To miejsce gdzie można spotkać fajnych ludzi, którzy traktują zajęcia bez niepotrzebnej napinki, a po treningu można zawsze kupić jakieś wegańskie jedzenie, albo batony Cliff czy nasze ZmianyZmiany.

A po ćwiczeniach ważna jest regeneracja i jedzenie :) Wczoraj po raz pierwszy raz w życiu miałem okazję zamówić w Warszawie wegańską pizze z dowozem do domu. Factory Night Pizza z Pragi wprowadziła niedawno do swojego menu Vegan Pizze. Ser + sejtan lub pepperoni. Oczywiście wegańskie. Zero warzyw, zero tofu:). Na zdjęciu widać, że jest dobrze! Stosunek ceny do produktu też zadawalający.

pizza wegańska

pizza wegańska

Teraz zmiana tematu :) Większość moich znajomych wie, że kiedyś mieszkałem w Australii. Moim głównym zadaniem na Antypodach były studia podyplomowe oraz prace dorywcze, które pomagały mi się tam utrzymać. Mało kto wie, że “po godzinach” wydzierałem się w zespole punkowym The Collapse. Zagraliśmy wiele koncertów i jedną trasę po całej Australii kiedy miałem już wyjeżdżać z kraju. Po moim wyjeździe zespół się rozpadł. Nagraliśmy kilka Ep’ek, i split EP. Graliśmy szybko … nasze koncerty nie trwały dłużej niż 20 minut :) Piszę o tym, bo znalazłem na youtube naszą EP. Jakbym dobrze poszukał to mam gdzieś w domu winylową płytę z tym materiałem.

Pytacie o Leo, psa, którego ponad miesiąc temu znalazłem u siebie pod bramą. Myślałem, że trochę go podleczę (od pierwszego cierpiał na okropny kaszel), podtuczę (był naprawdę strasznie, strasznie wychudzony), umyję i poszukam dla niego jakiegoś domu. Nie za bardzo miałem ochotę na dwa psy w domu. Niestety 2 tyg. kuracji antybiotykiem nie pomogły. Pewnego dnia pies strasznie osłabł, zaczęły się duszności. W środku nocy wylądowałem z nim na weterynarskim ostrym dyżurze. Po badaniach typu echo serca, ekg, wet wydał diagnozę – ciężka choroba serca, ludzi w takim stanie wpisywani są na listę do przeszczepu … u psów stosuje się leki, które wyprowadzają na prostą, a potem … no właśnie, to dopiero przed nami. Prawda jest taka, że Leo już nigdzie nie oddaje. Będzie się “męczył” ze mną. Do końca.

Leo

Leo pod tlenem

A w przyszłym tygodniu zaczynam urlop i będę biegać w zupełnie innej strefie czasowej :) Ale wcale nie będzie cieplej.

Biegowa niedziela

Wreszcie udało mi się wyjść pobiegać. Wstałem wcześnie, zjadłem śniadanie, popiłem dobrą kawą, odczekałem chwilę i wyszedłem na ponad 10 km.

sniadanie biegacza wegan

Nie było łatwo, nie było jakoś super szybko, ale cieszę się, że wreszcie zmusiłem się do treningu. Problem leżał w mojej głownie, a nie z żadnej kontuzji. Po prostu mi się nie chciało. Włączył się leń i tyle.

Podczas treningu zacząłem powoli planować starty na następny rok. Najbardziej realny wydaje się start w maratonie w Palestynie ( 27 marca). Zapiszę się też na losowanie do Biegu Rzeźnika – może tym razem uśmiechnie się do mnie szczęście i wystartuję w Bieszczadach. Innych planów biegowych na razie nie robię.

Jakiś czas temu kupiłem buty Brooks Cadence 3 (niestety nie pomogły mi w uzyskaniu nowej maratońskiej “życiówki”). Zrobiłem tym samym ugrade z modelu Cadence 2 – w starej parze wybiegałem już i tak za dużo kilometrów, były też już trochę dziurawie więc kupiłem Cadence 3 (przy okazji skorzystałem ze zniżkowego kupony Brooks’a który dostałem na maratonie w Rzymie).

brooks cadence 3 pure bieganie

Cadence 3 różnie się od swojej poprzedniczki (rodzaj żeński??). Ma przede wszystkim twardszą podeszwę, przez co lepiej czujesz podłożę po którym biegniesz. Modele Cadence należą do serii Brooks Pure, czyli wstępu do biegania minimalistycznego, z mniejszą amortyzacji, z mniejszym dropem (spadek od palców do pięty), który w tym modelu wynosi 4 mm. Dzięki temu powinno biegać się szybciej, bo przy takim dropie, naturalnym jest odbicie, bieganie “z palców”. Nie trzeba się na tym skupiać, stopa po prostu, tak jak przy biegniau na boso, sama odbija się z palców.
Mimo wszystko, w poprzednim modelu Cadence, efekt “odbicia z palców”, wydawał mi się silniejszy. Wydaje mi się, że powodem tego jest właśnie “twardsza” podeszwa i fakt, że Cadence 3 trzyma stopę mocniej niż starsze modele. Z jednej strony do dobrze, bo stopa czuje się bardzo stabilnie w czasie biegu, z drugiej, zanim dobrze buta rozbiegałem, po treningach czułem lekki dyskomfort (czyt. ból) na zewnętrznej krawędzi strony. Teraz już jest ok.

A teraz coś z innej beczki …kilka dni temu po powrocie z pracy pod bramą znalazłem o takie coś … nie mogłem pozostaić go na zewnątrz, dlatego zaprosiłem do domu.

leo adopcja pies

Pierwsza obdukcja i wniosek, że ktoś po prostu wywalił małego z domu – pies jest wyraźnie wychudzony, zawszony i zakleszczony, na dodatek złapał zapaleniem płuc. Moi sąsiedzi są weterynarzami, więc z ich pomocą szybko postawiliśmy chłopaka do pionu. Teraz jest już coraz lepiej. O tyle lepiej, że mały zaczyna powoli pokazywać swój charakterek …. z Ryśkiem jakoś się dogadują (mały zdecydowanie dominuje), ale przy naszym trybie życia, logistyka posiadania dwóch psiaków jest trochę nie do zniesienia. Dlatego plan jest taki, że doprowadzam małego do życia i próbuję mu zorganizować nowy dom. Pomożecie? Inaczej skończę jak Violetta Villas …

rysiek i leo psy

rysiek i leo psy2

Październikowy come back

Nie było mnie tu od kilku miesięcy. W skrócie napiszę co się od tego czasu działo w moim biegowym życiu:

– Po “Sudeckiej Setce” straciłem serce do biegania. Mimo, że próbowałem sobie urozmaicić treningi i nabiegałem sporo kilometrów w nowych, fajnych miejscach, nie udało mi się wrócić do biegowego entuzjazmu z pierwszej połowy roku. Moja diagnoza to “Running Blues” – coś o czym pisał Murakami w swojej książce o bieganiu.

Murakami bieganie runner's blues

Tylko proszę tego nie mylić z przetrenowaniem, bo cały czas sporo trenuję i to nawet z niezłymi osiągami.

– Mimo tego, cały czas wracam pamięcią do “Sudeckiej Setki”. Ostatnio znalazlem to zdjęcie…

Sudecka setka meta ultramaraton zmeczenie

… zrobione przez Arka, chwilę po naszym finiszu, kiedy z Dominikiem informowaliśmy naszych bliskich, że przeżyliśmy :)

– Wracając do biegania w nowych, nieznanych miejscach strasznie żałuję, że Garmin 620 został “obrabowany” ze wszystkich nawigacyjnych funkcji. Brak funkcji “powrót do celu”, która bazowała na GPS’sie zdecydowanie komplikowanie w nieznanych miejscach.  Czasem żałuje, że zamieniłem Garmina 610 na 620’tkę.

– A oto kilka miejsc, w których przyszło mi biegać od ostatniego wpisu:

bieganie prowansja francja wakacje Verdon bieganie prowansja francja wakacje kanion Verdon bieganie Londyn royal docks Processed with VSCOcam with g3 preset

– Niestety nie wyszedł mi Maraton Warszawski. Mój czas na mecie to 3h47 min, czyli drugi najgorszy maraton w życiu! Nie ukrywam, że po cichu liczyłem na poprawienie czasu z zeszłego roku (3h:29 min). Niestety nie wyszło. Od początku wyścigu biegłem z pacemakerem na 3h:30min, do 26 km czułem się ok, potem zaczęły się pierwsze symptomy osłabienia. Zdałem sobie sprawę, że tempem 4:50 pobiegnę jeszcze najwyżej kilka następnych kilometrów, a potem będzie “zgon”. Zdecydowałem się więc na rozwiązanie mało ambitne, czyli zwolniłem i “godnie” dobiegłem do mety. Niestety, ten wynik oznacza, że w tym roku nie zrobiłem maratońskiej “życiówki”. Trudno, nawet jakoś mnie to nie boli. Pod względem towarzyskim impreza jak zwykle na najwyższym poziomie (jak zwykle – wielkie dzięki – AREK.)

– Na koniec polecam świetny serial The Honorable Woman” . Uwielbiam seriale BBC. Już nie mogę doczekać się nowych odcinków Wallandera.

Wracam do gry

Wróciłem wreszcie do treningów po Sudeckiej Setce. Wiem, że od startu w Boguszowie-Gorcach minęly już ponad 3 tygodnie i że powiniennem zacząć biegać już znacznie wcześniej. Ale po prostu nie chciało mi się. Zamiast biegania, robiłem “pompki”, “brzuszki” i ćwiczenia na “core stability”. Dobrą stroną roztrenowania było to, że na pierwszym treningu po prostu chciało mi się biec. Robiłem to z radością, nie było traumy 100 km, rozpamiętywania tamtego bólu i zmęczenia.

zmeczenie sudecka setka ultramaraton

A, jak widać na załączonym obrazku, byłem trochę zmęczony. To zdjęcie (a właściwie screen shot z nagrania kamerą GoPro) zrobił Domink na punkcie żywieniowym 72 km. To był ciężki moment zawodów. Wiedzieliśmy, że się nie wycofujemy, ale bardzo długo zbieraliśmy się w dalszą drogę. Właśnie z myślą o takich momentach na trasę biegu zabrałem ipoda, z którym na treningach właściwie się nie rozstaje. Chciałem żeby muzyka dała mi kopa na ostatnich kilkunastu kolometrach biegu. O dziwo nie skorzystałem z tego. I nie chodzi tu absolutnie o to, że nie chciałem psuć sobie doznań obcowania z przyrodą, czy coś w tym stylu. Po prostu mimo ogólnego zmęczenia i rozdrażnienie, po prostu totalnie nie miałem ochoty na słuchanie muzyki.

Ale w “wigilię” Sudeckiej Setki puściłem zobie najnowszy kawałek Madball’a, który o dziwo bardzo pasowal do tego co miało mnie czekać na sudeckich szlakach i który siedział mi w głowie w trakcie zawodów (nie, nie nuciłem sobie w czasie biegu:)).

W ogóle to w moim przypadku dobór muzyki ma duży wpływ na ostatnie kilometry wszelkich zawodów. Szczególnie maratonów. Mam nawet listę ulubionych kawałków, które ustawiam sobie na metę zawodów.
Iron To Gold – The Power of One
Ignite – Slow Down
Victims – This is the End

Na koniec wklejam linka do mojego nowego wpisu na Fpiec.pl