Animal friendly, czyli trochę o butach do biegania

weganskie buty bieganie brooks

Weganizm to nie tylko to co jemy, ale też to w co się ubieramy, w czym śpimy (puchowa pierzyna, czy wełniany koc odpada), czym się myjemy i takie tam :) Jak to mówi mój szanowny brat, sama dieta jest dobra na cerę, jeśli naprawdę chcemy zrobić coś dla zwierząt to weganizm nie może być tylko “gastronomiczny”.

Skórzane obuwie przestałem nosić po przejściu na weganizm. Pamiętam, minę mojej mamy kiedy oświadczyłem, że jednak nie będę chodził w tych “wyproszonych” i “dopierocokupionych” martensach :) Wierzcie mi, że zdobycie czegoś nieskórzanego na nogi, a szczególnie takiego co by nadawało się do noszenia zimą, w Polsce lat 90 wcale nie było łatwe. Nawet nie pamiętam co wtedy nosiłem na nogach (chyba jakieś turystyczne buty z udawanego gore-tex’u). Latem było oczywiście łatwiej – podróbki conversów, a potem te oryginalne, były dość łatwo dostępne.

Sprawy zmieniły się na lepsze po wyjeździe do Australii i Malezji. Tam po prostu non stop chodziłem w klapkach i szmacianych vansach ;)

Ale trzeba przyznać, że od kilku dobrych lat i nad Wisłą, sprawy ze “szmaciakami” mają się naprawdę nieźle. Kupno obuwia z syntetycznych materiałów na każdą okazję nie przysparza wielu problemów. Wystarczy kilka sekund w google i od razu znajdziemy marki, które po prostu specjalizują się w tym.

Z butami do biegania też nie ma problemu. Może przesadą jest stwierdzenie, że większość butów do biegania jest wegańska, ale naprawdę wystarczy krótki research i już wiadomo w czym powinno się biegać.

TU ZNAJDZIECIE LISTĘ PRODUCENTÓW SPRZĘTU SPORTOWEGO I AKTUALNE INFORMACJĘ, KTÓRE MODELE BUTÓW SĄ OK DLA WEGAN (VEGAN ATHLETIC SHOES)

Cieszy, że z mainstreamowych marek Inov8 oraz Pearl Izumi są 100% wegan.

Ale zawsze trzeba być czujnym – na expo w czasie maratonu w Rzymie na stoisku firmowym mojego “kochanego” Brooks’a, prawie wcisnęli mi buty ze świni. Chodziło o nową, bardziej life style’ową, kolekcję Brooks Heritage. Pan z obsługi zarzekał się, że to materiał jest syntetykiem i że oni dbają o wegan. Na szczęście nie było mojego rozmiaru. Po powrocie do domu chciałem je kupić online, na szczęście na swoich stronach Brooks sam informował, że materiał tych butów jest bardzo daleki od bycia syntetykiem …

Sobota

Jutro maraton w Łodzi. Ruszamy wcześnie rano i kibicujemy Dominikowi i Maćkowi (trenera) oraz tysiącom innych maratończyków. Na 34 km spróbuję “dołączyć” do Dominika i na tych ostatnich kilometrach zmotywować do ostatecznego wysiłku.

Transmisje z łódzkiego maratonu od rana w Polsat News. Potem na Euro Sport transmisja z Londynu, a tam maratoński debiut Mo Farah.

Maratony w Łodzi i Londynie łączy to, że biegacze prócz walki na 42195 metrach, mogą pomóc w zbiórce pieniędzy dla tych, którzy o maratonie i innych dyscyplinach sportowych, mogą tylko pomarzyć. Dominik podjął to dodatkowe wyzwanie i jutro pobiegnie dla Dawida z Gdańska, który cierpi na rdzeniowy zanik mięśni. Straszna choroba. Cel to uzbierać 1000 PLN. Ale niech akcja nie skończy się na tej sumie. Na zakup specjalistycznego wózka potrzebne jest jeszcze ponad 20 tysięcy PLN. Każdy może pomóc, proszę podarujcie choćby drobną sumę. Pamiętajcie, że zbiórka nie kończy się po uzbieraniu 1000 PLN (do tego brakuje już naprawdę niewiele). Proszę, przekażcie to info dalej.

Podjechałem wczoraj na expo Orlen Marathon. Tak z ciekawości, bo przecież nie biegnę tam jutro. Szczerze pisząc wyglądało to dość smutno – świetne zaplecze, meta, start, prysznice, hale na expo i biuro zawodów – ale stoiska dla biegaczy można było policzyć na palcach jednej ręki. Po prostu pustka. Wszędzie wiele osób z obsługi, ale biegaczy nie za wiele. Tak jakby bogaty dzieciak zaprosił wszystkich na imprezę, ale nikt się nie pojawił ;) Nie wiem, to był piątek wieczór, wyobrażam sobie, że dziś i jutro może być tam o wiele tłoczniej. Ale  po prostu czuje się tam, że tej imprezy nie organizują biegacze tylko ludzie którym bliżej do zawodów typu Verva Racing. No i ta zajawka, że jesteśmy największą imprezą biegową w Polsce. Sorry, w biegu na 42195 m nie biegnie porażająca liczba zawodników, a maraton to maraton, wyścig na 10 km, który organizator dodaje do frekwencji to zupełnie inna bajka. Nie chcę żeby ktoś wziął mnie za wroga tego maratonu, naprawdę dobrze życzę  OWM, w zeszłym roku byłem nawet , ramię w ramię z innymi vege runnersami, wolontariuszem na stacji z napojami na  40 km.

Na koniec widok z jednego z moich ostatnich treningów. Uwielbiam las, bieganie wśród przyrody ale doceniam też świeżo wylany asfalt i brak samochodów :)

bieganie warszawa wawer

Don’t forget the struggle, don’t forget the streets 

nie ma przerwy w bieganiu

photo 24

Obiecałem sobie przerwę od biegania, ale jak zwykle, na obietnicy się skończyło. Wprawdzie w październiku nie mam planu treningowego ale nie wytrzymałem i po prostu robie sobie od czasu do czasu “rekraacyjnie bieganie”. Bardzo dobrze wspominam lekki, nadmorski rozruch, który zrobiłem niedawno w mojej ukochanej Gdyni. To chyba moje ulubione miejsce na trening.  

Jutro maraton we Frankfurcie. Trzymamy kciuki za Dominika (team Polsat Biega), który atakuje nową życiówkę. Jest w piekielnie dobrej formie więc nie powinno być z tym problemów. Dominik jest znakomitym taktykiem i nie daję się, w przeciwieństwie do mnie, łatwo ponieść emocją na trasie wyścigu, więc jak pociągnie wszystko zgodnie z planem, zrobi naprawdę świetny wynik.

A jeśli chodzi o moje planowanie, to wydaje się, że biegowy rok 2014 mam już z grubsza wypełniony startami. Kalendarz trenigowy zbuduję pod 2 duże miejskie maratony, jeden górski bieg ultra oraz półmaraton. Oczywiście biegów będzie więcej, ale to będą moje priorytety. Niedługo napiszę o wszystkim dokładniej.

RR & JJ

Rich Roll, wegański triathlonista i ultramaratończyk jakiś czas temu zajął się nagrywaniem podcastów (niedługo wydawnictwo Galaktyka wydaje polskie tłumaczenie jego znakomitej książki Finding Ultra. Nie wolno przegapić!). Tematyka oczywiście sportowo-żywieniowa i  w sumie to nie przykładałem do tych produkcji większej uwagi. Najczęściej kończyło się tylko na przeczytaniu skrótów programu. Jednak ostatni podcast Rich’a wyjątkowo przypadł mi do gustu. Wszystko za sprawą obszernego wywiadu/rozmowy z Johnem Josephem, frontmanem legendarnego Cro-Mags, weganinem i triathlonistą. Dla niektórych, rzeczy jakie JJ wygaduje w tym wywiadzie mogą okazać się lekko kontrowersyjne. Ale powiedzmy szczerze, gość z niejednego pieca jadł chleb (m.in. więzienie, US Navy i Hare Krishna), więc ma prawo mówić to co mówi. A mówi dużo. Bardzo dużo :)

John Joseph to jeden z wielu przykładów kiedy kultura hardcore/punk/straight edge przeplata się ze kulturą sportu. Dla mnie jest to mega ważny aspekt mojej aktywności i całego podejścia do weganizmu i sportu. Widzę tu wielki wspólny mianownik.

Wracając do JJ – kilka lat temu jeden z nowojorskich treningów John’a sfilmował i zmontował Patryk z Polygraph Productions. JJ daje kilka cennych porad treningowych i pokazuje jak z Nowego Jorku robi sobie siłownię ;)

Polecam jeszcze dwie książki napisane przez JJ – “Meat is for Pussies” oraz “The Evolution of a Cro-Magnom”. Dla większości z Was ten facet to chodząca kontrowersja, ale wierzcie mi, JJ po prostu wie o czym pisze. 

Teraz powrót na ziemię – dziś wieczorem czeka mnie dość ciężki trening – seria podbiegów, a potem interwały. Pewnie zrobię to na Agrykoli. To ostatni dzwonek aby coś dodać/poprawić przed Chudym Wawrzyńcem. Wyjeżdżam już za lekko ponad tydzień. Strasznie się cieszę na ten wyjazd. Będzie “orka” ale będą też wakacje!

PS. Zauważyłem właśnie, że Galaktyka już niedługo wydaje książkę “14 minut (…)” Alberto Salazar’a – maratończyka, a dziś trenera Mo Farah’a i Galena Rupp’a. Super, bo tego jeszcze nie czytałem.

Zegarek zastępczy

Trochę się wkurzyłem, że mój Garmin 610 musiał pójść do serwisu. Biegałem z nim od lutego 2012 i szczerze mówiąc strasznie się do niego przyzwycziłem. Wiem, że takie “gadżeciarstwo” w pewnym sensie zaprzecza idei biegania (gdzie przede wszystkim powinno chodzić o prostotę), ale prawda jest taka, że przy treningu na jakimś tam poziomie powinno się kontrolować czas i tempo biegu (nie wspominając o pulsie). Mógłbym oczuwiście powrócić do korzystania z jakiejś apki na telefon, ale przyzwyczaiłem się już do biegania bez smartfona. Na szczęście zawsze jest jakieś wyjście z sytuacji i tak dzięki dobrym duchom w Garmin Polska (jeszcze raz dziękuję!) dziś rano kurier przywiózł mi “zegarek zastępczy”, czyli Garmin 410 ;)

Obrazek

Zegarek zastępczy, tak jak samochód zastępczy, musi być trochę gorszy od tego, który właśnie jest w serwisie. Takie mam właśnie odczucia po pierwszym treningu z 410’tką na ręku. Wszystko działa, jest ok, dobrze synchronizuje się z komputerem, ale czuję się jak w przesiadce z Mercedesa na Opla (nigdy nie miałem ani Mercedesa, ani Opla:). Strasznie tu wszystko skomplikowane i mało intuicyjne. Zabiera trochę czasu aby wszystko rozkminić – a komary gryzą niemiłosiernie. W 610 wystarczyło kilka  (właściwie dwa) dotyków ekranu i można było śmigać :)

Nie mogę doczekać się powrotu mojego “Mercedesa” z naprawy. Mam nadzieję, że będzie to wcześniej niż później. Do tego czasu cieszę się tym co mam. Może pod koniec użytkowania 410’tki pokuszę się na tym blogu o kilka zdań porównania obu zegarków.

Niedziela

Nie pobiegłem dziś półmaratonu w Wiązownej. Zabrakło mi 24 godzin do pełnego zdrowia i przynajmniej jednego rozsądnego treningu. Ostatni miałem w poniedziałek wieczorem, więc nie było sensu dziś startować. To dla mnie zupełnie nowe biegowe doświadczenie – opuścić bieg z powodu zdrowia. Nie chciałem ryzykować  m.in. dlatego, że w najbliższych dniach i tygodniach przybędzie mi najprawdopodobniej trochę nowych obowiązków pozabiegowych, które wymagają ode mnie 100% zdrowia. Dzisiejszy półmaraton i tak traktowałem jako start treningowy i kontrolny – mimo wszystko „niesmak pozostał”:) Po prostu powtarzam sobie jak mantrę, że „odpoczynek to też trening” i planuje dalej. Mam nadzieję, że wszystkim biegaczom w Wiązownej dopisało szczęście – mimo że pogoda (bardzo mocny wiatr) musiał strasznie im tam dokuczać.

Ale w świecie biegowym dzieje się naprawdę sporo. Oto kilka biegowych newsów, które zwróciły moją uwagę:

– W Hong Kongu swoją przygodę z zawodami biegowymi zakończył dziś najstarszy maratończyk świata Fauja Singh, 101 letni Sikh z brytyjskim paszportem. Pobiegł zawody na 10 km w Hong Kongu. Fauja zawsze podkreślał, że jego dieta  wegetariańska jest jednym ze źródeł sukcesów w bieganiu.

– A jeśli jesteśmy w Hong Kongu to team Salomona wypuścił kolejny świetny film o bieganiu. Tym razem padło na zawody właśnie w Hong Kongu. Dobrze zmontowane, miłe dla oka. Dodatkowy punkt za pokazywanie innych marek biegowych.

– Już za tydzień, bo 3 marca, startuje w Meksyku jeden z najbardziej znanych ultramaratonów – Copper Canyon Ultramarathon. Impreza, która jest marzeniem chyba każdego ultrasa, znana głównie dzięki książce „Urodzeni Biegacze”. W tym roku będzie to specjalna edycja biegu. Wszystko przez tragiczną śmierć, słynnego Caballo Blanco, twórcy i pomysłodawcy tego ultramaratonu, który zmarł w marcu ubiegłego roku. Z tego smutnego, powodu nazwę imprezy zmieniono na „Caballo Blanco Ultramarathon”.

– No i dziś w Nowym Orleanie Mo Farah biegnie* półmaraton.

* Mo Farah wygrał półmaraton w Nowym Orleanie. Jego czas to 1h1min.

Śniadanie

photo 4

Nie wiem czy to “śniadanie mistrzów” ale przyznam, że naprawdę wchodzi mi rano owsianka. Szybka do przyrządzenia, łatwa w improwizacji (wrzucasz co masz pod ręką), a ładuje zdrową energią na kilka dobrych godzin.

Dziś do płatków owsianych (robionych oczywiście na wodzie) dodałem siemię lniane, ananasa i trochę sproszkowanego białka z … konopi (smak czekoladowy, dużo białka+ Omega 3, Omega 6 + inne dobro).

Na zdjęciu może nie wygląda to zbyt dobrze, ale uwierzcie mi – to dobry starter na cały dzień (szczególnie ten treningowy:).

Wieczorem w planach regeneracyjny trening z Łukaszem, który właśnie bawi w stolicy na gościnnych występach. Pobiegamy po centrum miasta. Dawno mnie tam nie było.