Kanonizacja a ultramaraton

Piotr kurylo ultramaraton watykan kanonizacja

Piotr Kuryło, powiedział mi wczoraj, że do Watykanu przybiegł z Polski w intencji pokoju na świecie. 2400 km w 40 dni – fizyczny, a przede wszystkim duchowy trening Piotra przed Spartathlonem.

 

Advertisements

Animal friendly, czyli trochę o butach do biegania

weganskie buty bieganie brooks

Weganizm to nie tylko to co jemy, ale też to w co się ubieramy, w czym śpimy (puchowa pierzyna, czy wełniany koc odpada), czym się myjemy i takie tam :) Jak to mówi mój szanowny brat, sama dieta jest dobra na cerę, jeśli naprawdę chcemy zrobić coś dla zwierząt to weganizm nie może być tylko “gastronomiczny”.

Skórzane obuwie przestałem nosić po przejściu na weganizm. Pamiętam, minę mojej mamy kiedy oświadczyłem, że jednak nie będę chodził w tych “wyproszonych” i “dopierocokupionych” martensach :) Wierzcie mi, że zdobycie czegoś nieskórzanego na nogi, a szczególnie takiego co by nadawało się do noszenia zimą, w Polsce lat 90 wcale nie było łatwe. Nawet nie pamiętam co wtedy nosiłem na nogach (chyba jakieś turystyczne buty z udawanego gore-tex’u). Latem było oczywiście łatwiej – podróbki conversów, a potem te oryginalne, były dość łatwo dostępne.

Sprawy zmieniły się na lepsze po wyjeździe do Australii i Malezji. Tam po prostu non stop chodziłem w klapkach i szmacianych vansach ;)

Ale trzeba przyznać, że od kilku dobrych lat i nad Wisłą, sprawy ze “szmaciakami” mają się naprawdę nieźle. Kupno obuwia z syntetycznych materiałów na każdą okazję nie przysparza wielu problemów. Wystarczy kilka sekund w google i od razu znajdziemy marki, które po prostu specjalizują się w tym.

Z butami do biegania też nie ma problemu. Może przesadą jest stwierdzenie, że większość butów do biegania jest wegańska, ale naprawdę wystarczy krótki research i już wiadomo w czym powinno się biegać.

TU ZNAJDZIECIE LISTĘ PRODUCENTÓW SPRZĘTU SPORTOWEGO I AKTUALNE INFORMACJĘ, KTÓRE MODELE BUTÓW SĄ OK DLA WEGAN (VEGAN ATHLETIC SHOES)

Cieszy, że z mainstreamowych marek Inov8 oraz Pearl Izumi są 100% wegan.

Ale zawsze trzeba być czujnym – na expo w czasie maratonu w Rzymie na stoisku firmowym mojego “kochanego” Brooks’a, prawie wcisnęli mi buty ze świni. Chodziło o nową, bardziej life style’ową, kolekcję Brooks Heritage. Pan z obsługi zarzekał się, że to materiał jest syntetykiem i że oni dbają o wegan. Na szczęście nie było mojego rozmiaru. Po powrocie do domu chciałem je kupić online, na szczęście na swoich stronach Brooks sam informował, że materiał tych butów jest bardzo daleki od bycia syntetykiem …

Łódź Maraton + trochę o Bostonie

W niedzielę po raz pierwszy od 15 lat odwiedziłem Łódź. Moim zadaniem była pomoc na trasie kolegom z drużyny Polsat Biega (Dominikowi i Staszkowi) oraz Maćkowi, trenerowi naszej grupy, którzy biegli Łódź Maraton Dbam o Zdrowie.

Do Łodzi dojechałem już po starcie maratonu. Bez problemu trafiłem do Atlas Areny. Jako że Polsat był patronem medialnym maratonu,  najpierw podszedłem do wozu satelitarnego i ekip reporterskich. Po 2 godz 10 minutach i 41 sekundach finiszował najszybszy maratończyk czyli Yared Shegumo. Chwilę potem odebrałem akredytację dziennikarską i szybko pobiegłem na trasę. Na 41 km biegła już Karolina Jarzyńska.

karolina jarzynska lodz maraton

Chwilę później, w okolicach 39 km, natknąłem się na Maćka.

maciek warszawiaky bieganie lodz maraton

Leciał sam, było widać i słychać, że ostro walczy. “Odprowadziłem” go do 41,5 km. Uzyskał świetny czas 2godz 21 min 50 sek i zajął 19 miejsce wśród mężczyzn. Potem wróciłem w okolice 36 km i czekałem na Dominika. Niestety, to nie był widok jakiego się spodziewałem. Dominik był już bardzo zmęczony i widać, że nie miał sił na walkę. Do 30 km biegł bardzo dobrze ( tempo w okolicach 4:50), a potem po prostu osłabł. Wydaje mi się, że po prostu powtórzył mój “wykon” z zeszłego roku z krakowskiego Cracovia Maraton, czyli dał się ponieść tłumowi i zaczął za szybko ;) Dwa tygodnie wcześniej Dominik rewelacyjnie pobiegł Półmaraton Warszawski, zrobił 1godz 33 minuty, poczuł moc ( słusznie, bo świetnie przepracował zimę) i w Łodzi pobiegł za szybko. Tu przeczytacie jego relacje z tego biegu. Obowiązkowa lektura dla maratończyków :) Ale żeby nie było, dobiegł do mety i zrobił 3 godz 41 minut.

Chwilę po tym jak dobiegł do mety, na 39 km spotkałem Stacha z Poznania. Biegł ze swoim przyjacielem na złamanie 3:45. Stach był w bardzo dobrej formie, ale “balonik” na 3:45 był kilkaset metrów przed nim. Widząc, że nie jest jakoś strasznie zmęczony, zacząłem namawiać go do przyśpieszenia i dogonienia “zająca”. Podbiłem mu tempo i zostawiłem na ostatniej prostej do Atlas Areny. Chwilę później okazało się, że dobiegł z nową życiówką. Super.

karolina jarzynska Yared Shegumo lodz maraton

Po powrocie do Atlas Areny załapałem się jeszcze na konferencję prasową zwycięzców. Zadziwiła mnie swoboda i lekkość wypowiedzi Karoliny i Yareda. Ktoś niezorientowany nigdy by nie uwierzył, że ci sportowcy właśnie przebiegli maraton.

Zaciekawiły mnie zarzuty dziennikarzy, że mimo zapewnień organizatorów o szybkości trasy, ta wcale nie okazała się tak być “lekką” i “przyjemną”. Osobiście żadnych górek nie widziałem, ale słyszałem narzekania maratończyków, że płasko na pewno nie było. Organizatorzy winę zrzucili na remonty i przebudowę właściwie całej Łodzi. Inaczej trasy wyznaczyć się po prostu nie dało.

A już w świąteczny poniedziałek Boston Maraton! Pobiec w Bostonie to nie lada wyzwanie, ale najpierw trzeba się na niego zakwalifikować. Aby dostać numer trzeba spełnić minima czasowe dla poszczególnej grupy wiekowej. Ja muszę jeszcze trochę popracować, bo potrzebuję minimum 3 godz 10 min, czyli o 19 minut lepiej od mojej życiówki (3godz. 29min. 42 sek)

Wiadomo, że po zeszłorocznych atakach bombowych w Bostonie, poniedziałkowy bieg urósł do rangi jeszcze większego symbolu. Oczy całego świata będą skierowane na biegaczy.

Dla mnie szczególnie ciekawie zapowiada się walka dwóch amerykańskich maratonek, Shalane Flanagan oraz Desiree Linden (z domu Davila). Obie biegły w amerykańskiej reprezentacji w maratonie na Igrzyskach w Londynie w 2012. Flanagan dobiegła na 10. miejscu, Desiree, z powodu kontuzji, zeszła z trasy (chyba na 5 km). 

Flanagan, do maratonu w Bostonie (z którego zresztą pochodzi) przygotowuje się w Bostonie. Znany program amerykańskiej stacji CBS, 60 minutes, wyemitował kilka dni temu ciekawy reportaż o Shalane, jej treningach i o tym czym dla Ameryki będzie tegoroczny Boston Marathon.

Des Linden trenowała w Kenii. Tu nakręciła kilka odcinków The Kenya Project

Osobiście trzymam kciuki za Desiree, której kibicuję już od lat. Chociaż i tak najbardziej kibicuję Jarkowi M. Dajesz chłopie!

Sobota

Jutro maraton w Łodzi. Ruszamy wcześnie rano i kibicujemy Dominikowi i Maćkowi (trenera) oraz tysiącom innych maratończyków. Na 34 km spróbuję “dołączyć” do Dominika i na tych ostatnich kilometrach zmotywować do ostatecznego wysiłku.

Transmisje z łódzkiego maratonu od rana w Polsat News. Potem na Euro Sport transmisja z Londynu, a tam maratoński debiut Mo Farah.

Maratony w Łodzi i Londynie łączy to, że biegacze prócz walki na 42195 metrach, mogą pomóc w zbiórce pieniędzy dla tych, którzy o maratonie i innych dyscyplinach sportowych, mogą tylko pomarzyć. Dominik podjął to dodatkowe wyzwanie i jutro pobiegnie dla Dawida z Gdańska, który cierpi na rdzeniowy zanik mięśni. Straszna choroba. Cel to uzbierać 1000 PLN. Ale niech akcja nie skończy się na tej sumie. Na zakup specjalistycznego wózka potrzebne jest jeszcze ponad 20 tysięcy PLN. Każdy może pomóc, proszę podarujcie choćby drobną sumę. Pamiętajcie, że zbiórka nie kończy się po uzbieraniu 1000 PLN (do tego brakuje już naprawdę niewiele). Proszę, przekażcie to info dalej.

Podjechałem wczoraj na expo Orlen Marathon. Tak z ciekawości, bo przecież nie biegnę tam jutro. Szczerze pisząc wyglądało to dość smutno – świetne zaplecze, meta, start, prysznice, hale na expo i biuro zawodów – ale stoiska dla biegaczy można było policzyć na palcach jednej ręki. Po prostu pustka. Wszędzie wiele osób z obsługi, ale biegaczy nie za wiele. Tak jakby bogaty dzieciak zaprosił wszystkich na imprezę, ale nikt się nie pojawił ;) Nie wiem, to był piątek wieczór, wyobrażam sobie, że dziś i jutro może być tam o wiele tłoczniej. Ale  po prostu czuje się tam, że tej imprezy nie organizują biegacze tylko ludzie którym bliżej do zawodów typu Verva Racing. No i ta zajawka, że jesteśmy największą imprezą biegową w Polsce. Sorry, w biegu na 42195 m nie biegnie porażająca liczba zawodników, a maraton to maraton, wyścig na 10 km, który organizator dodaje do frekwencji to zupełnie inna bajka. Nie chcę żeby ktoś wziął mnie za wroga tego maratonu, naprawdę dobrze życzę  OWM, w zeszłym roku byłem nawet , ramię w ramię z innymi vege runnersami, wolontariuszem na stacji z napojami na  40 km.

Na koniec widok z jednego z moich ostatnich treningów. Uwielbiam las, bieganie wśród przyrody ale doceniam też świeżo wylany asfalt i brak samochodów :)

bieganie warszawa wawer

Don’t forget the struggle, don’t forget the streets 

Półmaraton + rower

Powoli kończę regenerację po Rzymie. W czwartek byłem już na Polsatowym treningu. Mieliśmy 40 minut rozbiegania + solidne rozciąganie na koniec. Było dużo osób, kilka nowych twarzy. Świetna atmosfera, wiele śmiechu i wspominanie Półmaratonu Warszawskiego, który biegło bardzo dużo osób z naszej drużyny. Mimo dość niesprzyjającej pogody (było trochę za ciepło) padło kilka świetnych wyników i życiówek. Ja oczywiście nie biegłem tylko kibicowałem (najpierw na 10 km, potem na 19 na moście Poniatowskiego) . Dałem z siebie wszystko i miałem sporo frajdy. Na trasie spotkałem też bardzo wielu Vege Runners. Mocna ekipa.

Półmaratońska elita,  zdjęcie z 10 km.polmaraton warszawa bieganie

W ramach kolejnego etapu mojej regeneracji, jeździliśmy wczoraj trochę na rowerach. Było słonecznie, ale wiało i wcale nie było tak ciepło. Pojechałem do centrum odebrać przewodnik, który kupiłem na allegro ( zaczynam powoli planować wakacje) i wstąpiliśmy do KroWarzyw. Jarmużex + ciasto “snikers” zarządziło. Go Vegan :)

rower wegetarianizm bieganie 2rower wegetarianizm

Niedziela 13 kwietnia to ważna data dla maratończyków i kibiców . W Polsce biegnie Łódź i Warszawa (Orlen), a w Wielkiej Brytanii Virgin London Marathon. Londyn to oczywiście maratoński debiut Mo Farah’a, czyli chyba najbardziej znanego długodystansowca na świecie. Mo od roku trenuje pod te zawody. Szczerze mówiąc nie sądzę aby miał wielkie szanse na wygraną. Biegnie wielu doświadczonych i utytułowanych maratończyków. Dodatkowo, marcowy półmaraton w Nowym Jorku, który byl ostatnim startem Mo, kosztował go jednak bardzo dużo. Mimo świetnego drugiego miejsca, Mo zaliczył upadek na trasie, a do tego zasłabł na mecie i skończył w szpitalu.

Tu możecie obejrzeć całą nowojorską połówkę. Upadek Mo w 25 min 44 sek transmisji.

mo farah autobiografia galaktyka

A trzy dni po maratońskim debiucie Mo, w księgarniach pojawi się “Siłą Ambicji”, polskie tłumaczenie autobiografii mistrza olimpijskiego. Książkę wydaje Wydawnictwo Galaktyka. Dzięki Galaktyce zacząłem już czytać tą książkę. Jestem fanem Alberto Salazara (trenera Mo Farah’a) i jego “14 Minut” (również wydana przez Galaktykę) no i oczywiście jego talentu trenerskiego. “Siła Ambicji” to doskonałe uzupełnienie książki Salazara. Nie mogę już się doczekać aż doczytam do momentu o Oregon Project.

Maratona Di Roma / Maraton w Rzymie

Do “wiecznego miasta” wylecieliśmy w czwartek, czyli na 3 dni przed startem. Lotnisko w Modlinie pełne maratończyków, atmosfera super. W obie strony wykupiłem miejsca z większym miejscem na nogi, więc na komfort lotu nie mogę narzekać. Po wylądowaniu autobus i podróż do centrum, potem hotel i 2 dni leniuchowania, z lekkimi wieczornymi rozruchami. Zupełnie przez przypadek, nasz hotel był dosłownie 10 min. spacerkiem od najlepszej rzymskiej wegańskiej restauracji Ops! Pochłonąłem tam trochę zdrowych węglowodanów :)

weganizm bieganie

weganskie lody rzym wegan

Nie mogłem nie wpaść do mojej ulubionej rzymskiej lodziarni :) Vegan Power

vegan runners maraton rzym bieganieprzed startem

Niedziela na spokojnie. Śniadanie w hotelu chwilę po 6 rano, jadalnia pełna maratończyków i ich rodzin. Świetna atmosfera. Potem dwie stacje metrem do Koloseum (pisownia polslka). Pada niemiłosiernie, ale jakoś dajemy radę. Depzyty, strefa startowa, wszystko ok, bez problemu z czasem. Chwilę przed startem z głośników poleciały “Rydwany Ognia” i instrumentalna wersja “The Final Countdown”. Ciary przeszły po plecach. Przez głowę przechodzi mi myśl, że chyba tylko na maratonach, każdy amator, stojąc w takim tłumie, może poczuć się jak zawodowiec :) Deszcz nie przestaje padać, wypala starter i powoli ruszamy. Kilkanaście metrów po przebiegnięciu startu widzę, że będzie tłoczno, bardzo tłoczno, właściwie za tłoczno. Nawet nie patrzę na tempo, bo wiem, że się tylko zirytuję.

maraton rzym Zrzut” z ekranu z transmisji tv

Błękitne baloniki na “3h30min” widziałem tylko na starcie. Potem tłum mnie zablokował i nawet nie próbowałem gonić pacemakerów. Na około 400 metrze robię pierwszą i jedyną przerwę na siku. Jest ulga, więc od razu lepiej się biegnie. Do 10 km walczę o miejsce do biegania. Przesuwam się między biegaczami do przodu, tempo szarpane, czasem czyjś łokieć ląduje mi na brzuchu. Taki bieg, spodziewałem się tego. Tempo coraz lepsze, w granicach 4:45 – 4:50, czyli trochę szybciej niż planowałem biec. Na trasie bardzo dużo kibiców, wiele polskich flag. Moja koszulka Vegan Runners robi furorę. Podbiegają inni biegacze weganie, a z tłumu często pada zaklęcie “Forza vegan, forza”. Aż chce się biec! W pewnym momencie podbiegł do mnie starczy gość, maratończyk, mówi , że jest weganinem. Pytam się skąd jest, a on na to, że z Iraku. Trochę mnie zatkało, myślę sobie, że chyba się przesłyszałem. Pytam raz jeszcze skąd, on powtarza Irak. Patrzę na numer startowy, a tam rzeczywiście iracka flaga. Świetnie!! Jesteśmy wszędzie! :) Nie popełniam błędu z maratonu w Krakowie i dzielnie piję wodę na każdym punkcie odżywczym. Izo zacznę pić dopiero pod koniec. Pierwszy żel leci w okolicach 14 km, popitka na 15. Potem, na 17 km, wbiegamy do Watykanu, na plac św. Piotra. Tam w tłumie wypatruję Ewę, która ze startu podjechała tam metrem. Machamy, krzyczę coś do niej i biegnę dalej. Zaczyna padać coraz bardziej, ale biegnę bez raczej problemu. Wolę deszcz niż słońce i ciepło. Tempo ponad planowane, więc trochę zwalniam i oszczędzam sił na końcówkę. W okolicach 27 km robi się lekko nudnawo, to chyba najgorsze kilometry na każdym maratonie. Jesteś już po połówce, gdzieś tam czujesz pierwsze oznaki zmęczenia, a tu do końca jeszcze 15 km. W okolicach 30 km spory podbieg. Ciągnie się droga do góry, sporo zakrętów, biegniemy chyba koło ZOO, bo czuję zwierzęta:) Potem trochę z góry i zaczynamy kluczyć wokół Rzymskiej Starówki. Do końca będę biegł już po kostce brukowej. Nie jest łatwo, bo cały czas pada i jest naprawdę ślisko. Czuje już zmęczenie, ale do ściany daleko. Bezskutecznie szukam wokół siebie kogoś kto biegnie podobnym tempem, do kogo mógłbym się przykleić i napierać dalej. Coraz bardziej irytuje mnie rzymski bruk. W myślach kalkuluję ile muszę iść na życiówkę. Na 35 km jeszcze się mieszczę. Nie odpuszczam. 36 do 38 km idę tempem 4:45. Na około szalony doping. Wielu Polaków, niektórzy krzyczą do mnie “dawaj Piotrek” (imię znają z numeru startowego), a to strasznie mi pomaga i mobilizuje. Nogi już bolą, jestem zmęczony ale nie ma mowy o ścianie. Krążymy po starówce, wiem, że jesteśmy już blisko mety pod Koloseum, ale z zegarka i oznaczeń trasy wynika, że jeszcze z 3 km biegu. Nagle na 41 km wbiegamy do tunelu, który ciągnie się pod górę chyba z 600 metrów, Straszna Golgota, pod którą ostatni raz rozdają picie. Tam nagle biegacz przede mną postanawia zatrzymać się na picie. Nie widzę tego i zatrzymuję się na jego plecach. Nie boli ale całkowicie tracę tempo! A to początek morderczego podbiegu. Tam tracę nadzieję na życiówkę, godzę się sam ze sobą (o dziwo nie miałem z tym problemu, nie było złości) i po prostu mknę do przodu ale bez spektakularnego finiszu. Po tunelu jeszcze spory wiraż i wpadamy pod Koloseum i metę. Jest super! 3h 31 minut, niespełna 2 minuty gorzej od mojego PB. Trudno, ale trasa naprawdę była tak wymagająca, że maraton warszawski to przy Rzymie deska do prasowania :). Dlatego jestem bardzo zadowolony, bo wychodzi, że zimę przepracowałem dobrze! Na płaskim atakowałbym 3h20 minut (taki jest następny cel). Na mecie medal, koc z folii termoizolacyjnej, torba z piciem, owocami, a na koniec ciepła herbata.

Najbardziej żałuję, że nie zajrzałem na ostateczny profil trasy, którą organizatorzy umieścili na FB przed maratonem. Moje usprawiedliwienie to wielomiesięczna już absencja od FB. Gdybym wiedział o skali podbiegów, zupełnie inaczej rozłożyłbym siły biegu. Nie hamowałbym w środku biegu, tylko utrzymał szybsze tempo i starałbym się walczyć na podbiegu 41 km.

profil rzym

To był mój drugi, “tłoczny” bieg za granicą. Bałem się trochę włoskiej organizacji, ale to właśnie na strachu się skończyło. Wszystko było po prostu ok. Trzeba zaznaczyć jedno, Rzym to raczej nie jest maraton na życiówki. Trasa dość trudna, z wieloma podbiegami i dwoma mega górkami. Dodatkowo 40% tej, malowniczo – turystycznej, trasy to kostka brukowa i jeśli do tego dodać jeszcze kilkanaście tysięcy biegaczy, sprawy lekko się komplikują.

ryanair legspace maraton roma warsaw flight

w samolocie miejsca na nogi nigdy za dużo :)

Teraz trochę odpoczynku, regeneracji i dalej do treningów. 13 kwietnia jadę na maraton do Łodzi dopingować Dominika, który będzie tam bić 3godz 30 min. Mam nadzieję, że pomogę mu w tym na kilku ostatnich kilometrach. Mój następny start to czerwcowy “Bieg Marszałka” i Polsatowe mistrzostwa na 10 km, a potem “Sudecka Setka”.