Majowe bieganie

photo 12W niedzielę zrobiliśmy drużynowe (Polsat Biega) wybieganie w Lasku Bielańskim. Szczerze mówiąc byłem pierwszy raz w tym miejscu. Wrażenia super! Zrobiliśmy 15 km z narastającym tempem. Mimo gorącej pogody, cień drzew chronił nas przed upałem. Ukształtowanie terenu iście trail’owe – trochę górek, wąskich ścieżek między drzewami, piach, kamienie, twarda ziemia. Są też miejsca gdzie można się trochę rozpędzić. Widać, że miejsce bardzo popularne. Bardzo wielu spacerowiczów, rowerzystów i biegaczy – pełna symbioza ;) W przyszłą niedzielę też tam pojadę.

I jeszcze jeden “news”. Zapisałem się na Świder Trail Maraton, czyli 42 km wzdłuż rzeki Świder. Wszystko w okolicach Otwocka, więc będę miał blisko. Trasa podobno dość trudna – błoto, bagna, zwalone drzewa, itp. Nie będę się śpieszył;) Impreza wydaje się wręcz idealna na trening przed moim pierwszym wyścigiem na 50 km (Chudy Wawrzyniec w sierpniu). Trochę dziwi (straszy) , że na razie na liście maratonu Świdra są tylko 32 osoby :) Może być ciekawie. Tylko żebym nie był ostatni!:) .

Advertisements

Niedzielne (pod)biegi

Dość nieśmiało mogę odgwizdać start treningu pod Chudego Wawrzyńca. Umówiliśmy się z Dominikiem w Falenicy obok kościoła. Jest parking, jest dobry start na pobliskie górki (chyba największe przewyższenia w Warszawie). Fajnie wyznaczona ( i oznaczona) pętla dla biegaczy, aż chce się biegać. Było trochę gorzej niż przypuszczałem. Oczywiście daliśmy radę, ale w zimę jakoś szybciej mi się tam biegało. Na pewno jeszcze trochę czuję maraton w nogach (dziś mija dopiero 2 tygodnie od zawodów), dodatkowo okazuje się, że kiedy w Falenicy nie ma śniegu, jest bardzo dużo piachu. To na pewno utrudnia i zarazem wzbogaca trening. Wchodzi więcej siły w niższe partie nóg.

Pobiegaliśmy 1 godz 50 minut, czyli 3 rundy po trasie górskiej i dodatkowo kilka kilometrów po trasie dla biegaczy narciarskich. Wyszło 15 km, czyli dość mało, ale wierzcie mi na słowo (Ci którzy tam nie biegali) –  ta trasa naprawdę jest dość wymagająca ;)

Zrzut ekranu 2013-05-12 o 19.02.15

 wykres mojego tętna z treningu

photo 1

“advanced skin s-lab 5” salomon

Po raz pierwszy założyłem dziś plecak/bukłak. Musiałem kupić coś na Chudego. Bez plecaka raczej nie dałoby się pobiec. Pasy z butelkami to nie dla mnie (zawsze mnie coś obetrze). Oczywiście też miałem obawy, że plecak obetrze, że będzie niewygodny, itp. Na szczęście wszystko poszło ok. Z racji swojego rozmiaru to bardziej kamizelka niż plecak. Pije się z tego bardzo poręcznie, a liczne kieszenie, schowki i inne bajery, doskonale nadają się chowania tego co potrzebne kiedy wychodzisz na dłuższy trening (włącznie z dodatkową garderobą).

photo 1

Dominik na wydmie

photo 2

jeden z podbiegów w falenicy. na zdjęciu nie wygląda “groźnie” ale wierzcie mi, że “daje radę”:)

photo 2część mojego potreningowego posiłku.do tego jadłem jeszcze kaszę jaglaną i tofu, popijałem zieloną herbatą z miłorząbem

Podsumowując – zrobiliśmy naprawdę fajny trening. Czuję, że właśnie tam będę robił swoje treningi. Nie tylko górki, wybiegania też. Okolica naprawdę piękna, bliskość natury dodaje radości i motywacji do biegu. Jeszcze tylko żeby kiedyś na treningu przyuważyć jakiegoś idiotę, który wyrzuca śmieci do lasu – przyuważyć i wymierzyć sprawiedliwość.

Post Maraton

Zacząłem już pomaratońskie treningi. Niestety musiałem je prawie od razu przerwać. Nabawiłem się jakiejś infekcji (katar, ból głowy, lekki kaszel). Przeiwiało mnie po przebieżce i tyle. Ale to nic dziwnego. Według badań, do tygodnia po wyścigu, maratończycy są 6 razy bardziej narażeni na infekcję niż ci którzy nie przebiegli 42195 metrów. Generalnie tylko po Maratonie Solidarności ( moim pierwszym maratonie) nie miałem problemów z infekcją.

Jak tylko dojdę w 100% do zdrowia zaczynam drugą fazę przygotowań do Biegu Chudego Wawrzyńca (11 sierpnia). Pierwsza pokrywała się z zimowym budowaniem siły biegowej. Było sporo podbiegów + długie wybiegania na śniegu. Teraz na nowo zaprzyjaźnię się z trasą biegową w Falenicy. To chyba najlepsze miejsce do “górskiego” biegania na płaskim Mazowszu. Planowałem w czerwcy weekendowy wypad do Szklarskiej Poręby na trening w górach, ale z braku czasu chyba będę musiał to sobie odpuścić.

Znalazłem ostatnio na youtube “Running on the Sun”, cały film o Badwater Ultramarathon (135 mil czyli 217 km po kalifornijskiej Dolinie Śmierci). Film nakręcony w 1999 roku. To trochę porażający i przejmujący obraz chyba najcięższego biegu ultra na świecie. Dobrze ujęty “romantyzm” biegów ultra, ale jest też tu miejsce na odarcie z głębszych uczuć i pokazania wprost masakry, na którą narażone jest ciało i umysł każdego ultrasa. I nie piszę tu tylko o odciskach na stopach, chodzi mi raczej o zaburzenia pracy nerek, halucynacje, itp.

A na koniec torchę prywaty. Mam do wynajęcia w centrum Warszawy. Tu znajdziecie wszystkie szczegóły. Polecam ;)